Odkrywanie Ameryki

Aż 16 lat od wprowadzenia przez Adobe formatu PDF musiało upłynąć, aby niektórzy przedstawiciele gildii pisarzy i wydawców wpdali na to, że dobrze by było, gdyby powieści wydawane w formie e-booków wzbogacić o elementy hipertekstowe!

Publikująca e-booki na fictionwise pisarka Rita Toews donosi o specjalnym zadaniu, jakie działająca non-profit organizacja RAND zleciła niejakiemu Johnowi W. Warren’owi: zbadać e-booki i zastanowić się nad ich przyszłością. Swoje badania pan Warren konkluduje tak: „przyszłością e-booków mogą być e-booki poszerzone”. Głównym elementem owego poszerzenia ma być wprowadzenie do komercyjnie dostępnych e-bookow wewnętrznych i zewnętrznych hiperłączy oraz innych zodbyczy hipertekstu takich jak możliwość dodawania własnych linków i komentarzy.

Kolejnych kilka paragrafów swojego wpisu Rita poświęca na zadumę nad szansami i zagrożeniami, jakie te nowatorskie rozwiązania niosłyby dla autorów, wydawców i czytelników.

Cofnęliśmy się w czasie, wpadliśmy w pętlę czasu, czy też na blogową aktywność  domu seniorów w południowej Luizjanie? Za namiary dziękuję Niżej Pospisanemu. Jego książka na iPhone’a wciąż dostępna, i to za darmo.

Czekając na e-harlequina

Redaktorzy New River Journal, przy okazji wydania swojego najnowszego magazynu,  zabierająÂ głos w rozpoczętej przez the Guardian dyskusji na temat kondycji literatury elektronicznej. Do tego numeru New River nadesłano najwięcej zgłoszeń w całej historii pisma – piszą Nick Kocz and Manisha Sharma. Przyznając iż literatura elektroniczna nie może się pochwalić bestsellerami na miarę  powieści Stephena Kinga czy Philipa Rotha, że entuzjaści sposobu pisania wykorzystującego hipertekst i techniki nowych mediów wciąż tworzą dość małe grono praktyków i teoretyków, oraz że kondycja drukowanej książka ma się świetnie, gospodarze New River utrzymują, że wszystko przed nami. „Rynek książki w USA musiał czekać blisko 200 lat na to, by pojawiała się prawdziwie amerykańska powieść (Moby Dick), kolejnych 50 lat musiało upłynąć zanim przekaz tego dzieła został zrozumiany i doceniony” – mówi cytowany tu z wykładu w Bergen Robert Coover.

Literatura nowych mediów musi się jednak zmieniać  i dostosowywać do panujących warunków – piszą dalej Kocz i Sharma. Kluczem do tego procesu jest zbliżenie jej do sztuki nowych mediów, nie tyle formalnie (co od dawna ma miejsce) ale w świadomości odbiorców. Najwyraźniej bowiem za sukcesem prezentowanej w galeriach sztuki cyfrowej jest jej inne postrzeganie. Odbiorca wybierający się do galerii jest bardziej wyrozumiały dla tego, co ma zobaczyć, wręcz nastawiony na zmierzenie się z domeną nieznaną, nie do końca i od razu zrozumiałą, wymagającą.  Takiej tolerancji nie ma odbiorca e-literatury, który najczęściej zakłada, że chce coś przeczytać (i tylko przeczytać) i jeśli cokolwiek mu w tym stoi na drodze tym gorzej dla utworu.

Jak rozwiązać tę patową sytuację ? Najlepszym przykładem rozwiązania jest  – na co sami w Techstach zwracaliśmy już uwagę – twórczość Marka Ameriki, od lat wystawiana w galeriach,przekraczająca wszelkie możliwe granice pomiędzy przestrzeniami prezentacji, gatunkami, rodzajami i mediami. Ale mimo wszystko zawsze przynająca ważną rolę tekstowi literackiemu.

Innym, sugerowanym przez twórców New River Journal, nieco ironicznym rozwiązaniem jest tworzenie  e-literackiego harlequina, który zawładnąłby wyobraźnią masowej publiczności. Czy komukolwiek się to uda? Logika historii gatunków i mediów przemawia za tym śmiałym i ciut śmiesznym celem. Na potwierdzenie jej przez artystyczną praktykę wciąż musimy czekać. Pięć przedstawianych w New River przykładów literatury nowych mediów moment ten z pewnością przybliża.