Szept słowa i obrazu
Grafiki Jakuba Niedzieli można czytać i odcyfrowywać jak wyłowione z dna morza księgi, ale można też po prostu oglądać, jak kojące dla oka obrazy. Ich siła polega na tym, iż mało co zostaje tutaj pokazane lub powiedziane do końca, urwany obraz wskazuje na słowo, to z kolei, niknąc pod warstwą farby lub tuszu, na powrót zwraca nas w stronę obrazu.
Oglądać czy czytać? Od której strony i w jakiej kolejności? Szukać znaczeń czy rekonstruować obrazy, pytam spoglądając na hybrydyczne palimpsesty Niedzieli. I nawet Roland Barthes ze swoim Obrazem i tekstem nie jest w stanie wiele mi podpowiedzieć. Czy słowa dopełniają tu obraz czy na odwrót? Młody polski grafik nie wybiera żadnej z tych dwóch opcji. Pióro czy pędzel, cyfrowe czy znalezione, traktowane są tu na równych prawach.
W Contemplez ma larme słowa stają się malarską materią, którą rozkłada się przestrzennie, sugerując wiele kierunków odbioru. Urywany, a jednak tworzący sensowne sekwencje tekst, biegnie wzdłuż po gałęziach zawsze ledwo sugerowanych organicznych elementów i współgra z nimi do tego stopnia, iż zdaje się zakwitać. Tuż obok przebiega po obwódce oka, tworząc zadziwiający swą naturalnością makijaż. Relacje między słowem a kształtem są rozmyte w sposób daleki od sztuczności, jedno przenika drugie, by za chwilę pojawić się w odmienionej już postaci. Gdzie indziej związki te przybierają postać bardziej dramatyczną, kolażową, gdzie łagodną linię zestawia się z jaskrawą kropką, a stempel tuszu zderza z wyciętą z gazety literą, gdzie warstwa pisma odręcznego nakłada się na warstwę drukowaną a pędzel zamazuje pióro lub na odwrót. Dramatyzm takich zestawień jest jednak zawsze łagodny, to retoryczny szept a nie krzyk obrazu.
Przenikające się układy tekstowych i graficznych ready-made, na które nakładają się ręcznie i cyfrowo nanoszone ingerencje (cóż tu jest jednak materią pierwotną a co wtórną?) obserwować można także w kolejnych pracach Niedzieli: Noir sur Blanc, Episodes of navigation oraz The map of expectations. Wszystkie one łączy motyw szachownicy, która w ostatnich dwóch przykładach zaczyna dominować, kontrastując z subtelnościami i mglistościami tła i automatycznie zwiększając głębię całości. W konsekwencji jeszcze dłużej niż w Contemplez ma larme możemy “kontemplować: ich ikoniczno-tekstową zawartość.
Każdy obraz, przypomina Barthes, jest z natury nielinearny, zawiera serię nieciągłych znaków, których przekaz może się rozpoczynać i kończyć w dowolnym miejscu. Wprowadzanie w obraz słów, w sposób w jaki czyni to Niedziela, przywołuje literacką linearność, by ją urywać i zwielokrotniać. Dodaje to kolejne poziomy znaczeń w tej wielopiętrowej konstrukcji.
Grafiki Jakuba Niedzieli można czytać i odcyfrowywać jak wyłowione z dna morza księgi, ale można też po prostu oglądać, jak kojące dla oka obrazy. Ich siła polega na tym, iż mało co zostaje tutaj pokazane lub powiedziane do końca, urwany obraz wskazuje na słowo, to z kolei, niknąc pod warstwą farby lub tuszu, na powrót zwraca nas w stronę obrazu. Słowo dalekie jest tu od przypisywanej mu represyjności, kiedy to samą swą obecnością w obrazie zabarwia pole percepcji widza i kieruje jego interpretacją. Niedziela przełamuje te reguły uzyskując rzadko spotykany cenny balans tych dwóch żywiołów.
Prace tego artysty oglądać można na stronach deviantART, ostatnio Jakub Niedziela opublikował też w sieci swoją malarską, cyfrową księgę Luminalchemist’s Diary.
To jest książka do czytania - bronili się twórcy polskiej wersji czytnika e-książek eClicto na konferencji prasowej tuż przed premierą urządzenia. Chodzi o pytania typu: czy można zaznaczać tekst czytanej książki, czy można wyszukiwać tekst w obrębie książki, czy da się na eClicto odczytać teksty w formatach .txt (czyli naszych zwykłych notatek) czy .html, dlaczego nie ma połączenia z siecią, dlaczego jeśli kupiłem już książkę na jednym czytniku, nie mogę jej przesłać na eClicto oraz serię innych pytań dotyczących podstawowych właściwości tekstu cyfrowego: tego iż działa on na zasadzie bazy danych i sieci, iż jest dynamiczny, modularny, otwarty na modyfikację itp. itd.
W Lublinie rozpoczyna się konferencja e-polonistyka 2. KUL, pod względem dostępności obrad dla wszystkich zainteresowanych, znów okazuje się być very cool. telewizja internetowa iTTv transmitować będzie całość wystąpień i dyskusji. Ma być także możliwość zadawania pytań przez oglądających. Oto link do stron transmisji:
Trzynaście nowych, nie publikowanych wcześniej poza Francją prac autorów grupy Oulipo ukazało się w 22 numerze serii wydawniczej McSweeney (San Francisco, Londyn). Związane magnetycznym grzbietem trzy tomy serii trafiły właśnie na biurko redakcji Techstów. W tomie wypełnionym przez oulipowców znalazły się lipogramy Harry’ego Mathewsa, Iana Monka i Oliviera Salon. Są też teksty oparte na legendarnej już formule N+7 (Francois Caradec) a także utwory oparte na nowych recepturach algorytmicznych. Przykładem choćby krótki tekst “Korespondencja” Jacquesa Roubauda, złożony z trzech listów, których treść generowana jest przez doprowadzający do zawrotów głowy, tajemniczy algorytm. Oto początek listu nr 1: 
Najbardziej bliską idei tableta [przyp. tablet to po angielsku tabliczka], bliższą nawet niż Kindle, jest stary jak świat sumeryjski wynalazek glinianej tabliczki. Była ona najbardziej długowiecznym nośnikiem zapisu, stosowanym już w starożytnej Mezopotamii, mykeńskiej Krecie jak i w starożytnym Egipcie. Nawet po wynalezieniu papirusu gliniana tabliczka była w Egipcie w powszechnym użyciu jako medium dużo bardziej poręczne, trwałe i wielorazowego użytku. Niezwykła elastyczność nośnika polegała na tym, że poddana dwóm żywiołom - ogniu albo wodzie - zapisana na tabliczce treść mogła być albo utrwalona albo zmazana. Wypalenie zapisanej treści utrwalało ją, zamoczenie - usuwało. Stąd ogromna popularność tabliczek w życiu codziennym starożytnych egipskich kupców, żeglarzy i wszystkich prowadzących wówczas swoją własną działalność. Cóż bowiem bardziej pomagać mogło w prowadzeniu księgowości niż mobilna, trwała i dająca się wielokrotnie używać gliniana tabliczka o rozmiarach od 10 do 25 centymetrów?
Tworzona w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych cyfrowa sztuka słowa nie zginie, wbrew 