Brak cienia dowodem istnienia?

Kilka dni temu zacząłem przeglądać bogatą kolekcję darmowych programów na iPhone’a, jaka została zgromadzona w sieciowym sklepie App Store. Zacząłem od działu Books i tam właściwie od razu natrafiłem na Shadows Never Sleep Ayi Karpińskiej. W podtytule zalazł się dopisek “zoom narrative” oraz informacja “dotknij by zacząć, powiększaj by eksplorować”.

Pierwsza scena tej obrazkowej opowieści zaczyna się od zdania „Idziemy do łóżka, zamykamy nasze oczy, ale cienie nigdy nie śpią. Wstają i wychodzą. Cienie nigdy nie śpią.” By przejść dalej czytelnik nie potrzebuje ani przewracać kartki papieru, ani klikać w ukryty gdzieś link, wszystko co trzeba zrobić to wejść w cień, zlać się z nim, przybliżyć go. W iPhonie ten niekonwencjonalny sposób linkowania nabiera specyficznego charakteru. Jest bardziej ludzki, może nawet “naturalny”. Wszystko to dzięki bezpośredniemu kontaktowi palców z powierzchnią ekranu urządzenia, na którym wykonujemy gest powiększenia.

Rozciągam więc palce na zimnym, dotykowym ekranie, z białego (sic!) cienia wchodzę do kolejnej odsłony: kwadratu podzielonego na 9 równych części. Osiem z nich to kolejne obrazki całej historii. Po środku hipnotyzuje biała plama kwadratu. Jeszcze się nie domyślam, że tutaj świat jest w negatywie. Zatem rozciągam palce. Przesuwam kolejne historie. Są interesujące. Białe sylwetki na czarnym tle. Ciekawie rozłożone pojedyncze zdania, wciągają w grę niecodziennym układem typograficznym. Kolejność czytania pozostawiona jest decyzji czytelnika. Przechodzę dalej. Rozciągam palce. Zaczynam rozumieć, że biały kwadrat to także cień. Skoro w tym widzianym w negatywie świecie, cienie są białe, to chyba nie może być inaczej. A może jest inaczej? Przecież jest noc i nie ma cieni…

Gdybym chciał teraz poddać tę e-literacką prace oglądowi z perspektywy typologii literatury ergodycznej Espena Aarsetha to jakikolwiek wymiar znaczenia oraz sensu nie powinien mnie obchodzić. Jednak w świecie cieni trudno powstrzymać się od nie-interpretowania.
Rozciągam palce i widzę kolejne historie tym razem jest ich znacznie więcej. Schemat poprzedniego kwadratu podzielonego na 9 mniejszych jest tutaj powielony razy 9. Osiem kwadratów otacza biała plamę kwadratowego cienia w negatywie. Tym razem nie ma już cieni-sylwetek, są tylko słowa. Ich układ przywołuje cień rozwiązań znanych chociażby z Kaligramów Apollinaire’a czy Rzutu kośćmi Mallarme’go. Rozciągam więc palce by dotrzeć do kolejnych 64 obrazów. Słowa są cieniami słów, jakie pojawiły się we wcześniejszej odsłonie. Czym jest? Czym są? Te białe niepokojące kwadraty? Jeśli cieniem to cieniem czego? Wcześniejszego kwadratu czy może cieniem samej opowieści?

Bez względu na to, kwadrat skojarzył mi się z oknem łączącym dwie nierozerwalnie związane z sobą księgi, które składają się na trzecią cześć Nieopisania świata Radka Nowakowskiego. Okno przeprawia tu czytelnika z dnia w noc, z nocy w dzień. Z kosmosu do mikrokosmosu, z czasu do przestrzeni i z powrotem. Czy kwadrat Karpińskiej to również takie okno…

Rozciągam palce i na biały tle pojawia się The End. Już koniec? Widocznie tak ma być. Jeszcze raz, dla pewności wertuje całość od początku, może przeoczyłem jakieś tajne wejście, jakiś bonus. Tyle się teraz mówi o epifaniach towarzyszących cyfrowym grom i zabawom, a tu, co? KONIEC!

Cień cienia

Nie można jednak poprzestać na tym opisie, bo do całości obrazu potrzebne są jeszcze informacje, zdecydowanie rozwiewające wszelkie cienie ewentualnych wątpliwości.

Shadows Never Sleep to zaledwie (może aż?) ostatnie ogniwo znacznie większego projektu Karpińskiej. Ale i bez tego utwór ten zachęca do wracania, do snucia własnych historii wokół wyświetlanych na iPhone’ie obrazków. Jednak świadomość, że Shadows Never Sleep to w sumie pięć osobnych opowieści, zmienia tu bardzo wiele. A może trzeba powiedzieć: wszystko…

Projekt został pomyślany jako stworzenie 5 opowiadań dla dzieci, których wspólnym motywem jest cień. Pierwsze trzy mają klasyczną formę. Ale mimo, że istnieją na papierze to przeznaczone są do głośnego czytania dzieciom (Karpińska czytała je 6-7 latkom), a nie przez dzieci. Jeśli ktoś czyta dziecku do snu, to z pewnością wie, że opowiadanie jest, jakby librettem. Każdego wieczoru historia zmienia się, raz rośnie, raz pączkuje. Dokładnie tak jak to miało miejsce w kulturach oralnych. Dwie ostanie pozycje: From the Balcony i tytułowe Shadows Never Sleep stworzone zostały z myślą o telefonie Apple’a. Są to osobne opowieści, gdzie historia opowiadana jest obrazem — który jest znacznie bliższy dla nie potrafiącego jeszcze pisać dziecka — oraz tekstem, tyle, że ten pełni raczej wskazówkę dla mistrza ceremonii: opowiadającego rodzica, rodzeństwa itd. Z powodzeniem mając iPhona z From the Balcony można opowiedzieć trzy “papierowe historie”, jak i również stworzyć zupełnie nową, której tamte dadzą tylko “pożywkę”. Tutaj iPhone uruchamia fantazję.

I muszę przyznać, że wybór iPhona mimo nawet mojej niechęci do niego w przypadku działań e-literackich jest trafiony. Jego wielkość jest na tyle mała, że przyjemność obcowania z nim zaczyna być znacznie bliższa przyjemności z trzymania w ręku książki niż ma to miejsce w przypadku niezgrabnego laptopa. Potwierdza to zresztą w swojej pracy sama autorka.

Telefon Apple’a z pewnością zaintryguje młodego człowieka, a dopowiedziana przez “opowiadacza” historia pobudzi jego i opowiadającego wyobraźnię. O cieniach można jeszcze sporo napisać, ale to już materiał na większy artykuł. Na koniec wypada tylko napisać, że Shadows wcale nie kończy się zbyt szybko, a to jak długo trwa zależy już tylko od nas. Radość ze snucia opowieści jest oczekiwaną epifanią, tyle tylko, że wydaje się, by na nią zasłużyć, trzeba zrozumieć, że komórka i e-literatura to zaledwie część drogi do sukcesu.

Na marginesie

Aya Natalia Karpińska to pochodząca z Kępna uznana designerka, performerka i autorka wielu projektów multimedialnych, mieszkająca od kilku lat w USA. Jeden z jej starszych utworów e-poetyckich pt. open.ended (2004) znalazł się w pierwszej części Electronic Literature Collection. Opisywany tu Shadows Never Sleep jest pierwszym przykładem nowoczesnego utworu e-literackiego dostępnego w sklepie Apple’a (aplikacja bezpłatna). Więcej o projekcie na stronach autorki.

Film wyświetlony tekstem

Na niektórych stronach od pewnego czasu krąży link pewien link odsyłający do dość już archaicznego sposobu dostępu do Internetu, jakim był protokół Telnet. Ale nie to jest najważniejsze… Simon Jansen sukcesywnie konwertuje kolejne sceny sagi Star Wars do formy animacji ASCII, które można obejrzeć na stronie www.asciimation.co.nz. Jednak najciekawsza, bo przypominająca stare czasy tekstowych terminali, jest wersja poddana telnetifikacji przez Snore’a.

Oglądając tę produkcje mamy oczywiście świadomość, że jest ona zbudowana na kanwie filmu. Ale czym z punktu widzenia cybertekstów jest animacja ASCII? Kolejne sceny pojawiają się bez ingerencji użytkownika, zatem filmowy charakter zostaje utrzymany. Jednak każdy obraz przypomina komiks, tyle że wyglądający jak poezja wizualna, gdzie obraz zbudowany jest tekstem i na odwrót. W poszczególnych odsłonach pojawiają się jeszcze napisy – substytuty komiksowych dymków, które dają Lukowi, R2D2 i innym postaciom głos.

Na stronie Snore’a miłośnicy cybertekstów mogą też sprawdzić, jak działają boty takie jak obrosła legendą komputerowa terapeutka ELIZA (1966, wersja w Javie). Marvin, The Paranoid Android jest próbą emulacji androida z powieści Autostopem przez Galaktykę Douglasa Adamsa. Jego słownik jest połączeniem wypowiedzi z elizatalk, irc bota i bitchbota. Warto spróbować, zwłaszcza dziś kiedy gry na konsolach w Full HD wyglądają jak filmy (np. wyposażone w znakomite możliwości kreacji poziomów Little Big Planet na PS3).