Hiperteksty w galeriach: Annette Messager

Annette Messager - My Vows
Hiperteksty zawieszone na ścianach, rozłożone na podłogach – tak w skrócie można nazwać instalacje Annette Messager – francuskiej artystki średniego pokolenia. którą niedawno odkryłem. Prace Messager są wielowarstwowe. Można na nie patrzeć i na tym poprzestać. Można jednak również wejść z nimi w bliższy kontakt: dotyka i czytać (wużo tu czytamy) według własnego tempa i własnej kolejności.

Seria „My vows” – dziesiesiątek małych oprawionych płócień z wyszytym na nich tekstem, które zawieszone są na pojedynczym wieszaku (w poszczególnych przypadkach role „wieszaka” pełnią rożne przedmioty) to dobitny przykład nielinearnego podejścia do procesu odboru dzieła, przykład dzielenia się jego integralnością z odbiorcą. W „Garden of Tenderness” z kolei mamy do czynenia z czymś, co przypomina klasyczne już mapy powieści hipertekstowych. „My Handiworks” to w końcu niema dosłownie – ścienne hiperteksty, dzieła ergodyczne co najmniej w tym sensie, w jakim ergodyczne są rozciągające się na wiele ścian napisy na egipskich grobowcach, o których pisał w swojej książe „Cybertext” Espen Aarseth. Przykładów
jest jeszcze więcej.

Annette MessagerCzy można prace Annette Messager opatrzyć szyldem „sztuka interaktywna”? Podobnie jak w przypadku Humumentu Phillipsa nie musimy tego robić. Są to jednak artystyczne startegie bliskie strategiom sztuki interaktywnej, w jej odmianie elektronicznej i nie tylko. Jako takie stanowią też mocny punkt odniesienia.

Niestety Annette Messager nie ma w internecie ani swojej strony domowej, ani pojedynczej galerii z dobrej jakości. Pozostaje książka Word for Word wydana niedawno, i dostępna w amazon.com

P.S: Jedna z moich sub-definicji sztuki interaktywnej: dzieło sztuki interaktywnej musi być maszyną, którą wprawia w ruch użytkownik poprzez należący do dzieła system znaków.

Hipertekstualna świadomość a książka

Księgowanie samego siebie, lub obciążanie się potrzebą bycia zaksięgowanym lub zniewolonym w patriarchalnej kulturze książki jest dobrowolnym unicestwieniem potencjału swojej hipertekstuaalnej świadomości. HTŚ jest gotowa do startu. W gruncie rzeczy już uniosła się w powietrze. Pozostaje jedynie pytanie: czy zabukowaliśmy już swoje miejsce na pokładzie […]

Ten cytat z Hipertekstualnej Świadomości Marka Ameriki, strumiania leksji poświęconego książce, wart jest przypominania. Młodzieńczy idealizm, tętniąca pod zdaniami energia, ufność w artystyczny potencjał sieci. Ciekawe, jak Amerika i my wszyscy, widzimy to dziś, po niemal 10 latach, gdy internet z pewnością nie jest tym, czym był wtedy, a słowo cyberprzestrzeń, do bólu wyświechtanie przez maszynę kapitału, staje się wręcz niemodne. Zapraszam do dyskusji na nowym forum techstów, które powoli zaczyna się otwierać: techsty.art.pl/forum

Humument Toma Philipsa (.)

Humument. Fotka z www.humument.comŁączenie zdań i słów ze słowami, w sensie dosłownym, operacyjnym, nie zawsze musi oznaczać operacyjnego działania po stronie czytelnika, jak to sie dzieje w przypadku hipertekstów. Czasami dzieło przemawia samo za siebie, zapraszając nas do swego rodzaju wtórnej, historycznej interpretacji swojej hipertekstowej warstwy. I dzieje sie tak nie tylko w utworach umieszczanych pod szyldem ambient, jak np. dynamiczna poezja Zenona Fajfera, czy utwory Johna Cayley’a. To samo można osiągnąć w druku i na płótnie. Są także twórcy, którzy łączą i druk i płótno. Należy do nich odkryty przeze mnie (znów we własnej księgarni) Humument Toma Phillipsa.

Humument to powstające od niemal 40 lat monumentalne dzieło, które zaliczyć możemy do kilku gatunków na raz. To swoisty palimpsest, w którym nie cały tekst oryginału ulega zamazaniu, a jego resztki tworzą nową jakość.

Humument. Fotka z www.humument.comZ jednej strony Humument to książka artystyczna (okropny termin): to obrazy, których płótnem i kanwą jest A human documentary W.H Mallocka, odkryta niegdyś przez Phillipsa w antykwariacie na Brixton. Na początku, inspirując się techniką cut-up Burroughsa, Phillips postanowił stworzyć na podstawie staroświeckiego dzieła Mullocka, własny, eksperymentalny, głównie tekstowy kolaż, polegający na zamazywaniu oryginału i jednocześnie eksponowaniu niektórych jego części. Później oprócz pióra, zaczął sięgać także po pędzel. Nowe dzieło, poza zmienionym kontekstem tekstowym, uzyskało też nowy kontekst wizualny. Każda strona była w zasadzie osobnym obrazem. Obrazów składających się na Humument oglądać można nie tylko w formie książkowej (w wersjach bardziej lub mniej koneserskich, mi trafił w ręce skromny mały), ale także w galeriach. Co najszczęśliwsze: blisko czterysta odsłon Humumentu oglądać można także w internecie.

Humument to także liberatura. JednocześĹ„ie także, zwłaszcza ( ale nie tylko) po wystawieniu w galerii, dzieło ergodyczne. Zachęcam do odwiedzenia strony Toma Phillipsa, z obszerną galerią Humumentu. Chętnych do bliższego przyjrzenia się temu dzieła zapraszam także do współpracy. Krótszy artykuł o Humument z pewnością opublikujemy w Techstach.

Radical Software

Radical Software - numer 3 - forka z www.radicalsoftware.orgDo naszej księgarni na Notting Hill przybywają czasem książki, które albo dawno wyszły z druku, albo są kilka razy tańsze niż gdzie indziej (a zupełnie nowe). Jedną z nich, kupioną przez naszych szefów po 1 funcie za sztukę, jest seria „world of art” Thames & Hudson. Publikacji Rachel Greene – Internet Art nie mogłem się zatem oprzeć. Green na samym wstępie przypomina, że net.art sięga korzeniami do rewolucji hippisowskiej (podobnie jak idee hipertekstu i graficznego interfejsu użytkownika). Autorka przypomina jednocześnie o grupie eksperymentalnych twórców wideo skupionej wokół periodyku Radical Software, którego pierwszy numer ukazał się tuż po festiwalu w Woodstock.

Twórcy skupieni wokół RS eksplorowali artystyczne możliwości nowych technologii wideo, u podstaw ideologicznych periodyku leżało założenie, że zmieniać trzeba nie maszyny a obsługujące ich instrukcje (stąd nazwa pisma). Radykalny sprzęt był jak najbardziej w porządku, ale najważniejszy był radykalny software.

Jednocześnie, opierając się na współczesnych myślicielach (niezwykle intrygująca, dziś nieco zapomniana myśl Lawrance’a Alloway, oraz (sic!) Teilharda de Chardin i Marshala McLuhana) artyści z kręgu RS wcielali w życie ideę wideosfery. Chodziło o zsieciowaną (bez fizycznej sieci) społeczność o podobnych dążeniach, działaniach i poglądach. Nowe formy poetyckie, artystyczne, miały pomagać najpierw samym twórcom, a potem odbiorcom, w wydostaniu się z kostniejących społecznych więzi kapitalizmu ku lepszym światom społecznym.

Radical Software to pionierzy idei copyleftu, wolnego oprogramowania, „mediów taktycznych” i wielu innych zjawisk cyberkultury. Ich realizacje i idee warto odświeżać jednak przede wszystkim dlatego, że nawet dziś mogą wydawać się one zbyt radykalne. A w ich świetle niektóre z obietnic internetu, telewizji kablowej i totalnej komunikacji prznośnej, mogą brzmieć nieco naiwnie.

Co najciekawsze – wszystkie jedenaście numerów Radical Software dostępne są w sieci.

Tekst rozciągły i redefinicje hipertekstu

Ostatnie tygodnie to dla mnie okres redefinicji hipertekstu. Pierwszą inspiracją był artykuł Noah Wardrip Fruin z konferencji Hypertext 04, w którym proponowany jest powrót do historycznej definicji hipertekstu, tak jak widział ten problem Ted Nelson. Stworzyłem zatem krótki hipertekstowy esej na nowo naświetlający zasadnicze dla hipertekstu pojęcia, który ukaże się w kolejnym magazynie techstów. Drugą inspiracją był tekst rozciągły (stretchtext) i jego niedawna implementacja w programie Tinderbox. Przykłady działania tekstu rozciągłego mam nadzieje także pokazać przy okazji trzeciej odsłony magazunu. Póki co – kilka słów o tekście rozciągłym:

Stretchtext, czyli tekst rozciągły to hipertekstowa idea a zarazem system o wielu implementacjach. Polega on na tym, że po uruchomieniu hiperłącza czytelnik nie przechodzi do innej leksji. Odsyłacz sam się „rozwija” pod kotwicą linku, rozciągając po prostu aktualnie czytany tekst. Po ponownym kliknięciu na aktywowany poprzednio link – rozciągnięty tekst wraca do stanu poprzedniego, a tekst zlinkowany chowa się za kotwicą łącza.

Pierwsza wzmianka o Stretchtext pochodzi od Teda Nelsona, który umieścił ten sposób opatrywania dokumentu hiperłączami w trzech wymienianych przez siebie, głównych katagoriach hipertekstu. Nic dziwnego, że Stretchtext zachowuje wiele cech bliskich idei Nelsona. Jego hiperteksty rzadko kiedy są systemami, w których uruchomienie linku odcina nas od tekstu, który właśnie czytaliśmy. Stretchtext pozwala nam mieć wgląd na całość tekstu „głównego” i „przypisów”, które możemy dowolnie rozwijać lub „zwijać”.

Nie ma tu odświeżania strony, nie ma czekania na załadowanie się kolejnej strony, co znamy w codziennym doświadczeniu internetowym. Stretchtext – można powiedzieć – to prekursor technologii Ajax, pozwalającej na surfowanie stronie www bez konieczności odświeżania materiału po każdym aktywnym kroku użytkownika.

Stretchtext doczekał się wielu implementacji, jego realizacja jest możliwa za pomocą javy, javascriptu, języka xml w jego przeróżnych przejawach, a także zwykłego CSS 2, lub dhtml.

Jeden z pierwszych sieciowych przykładów wdrożenia idei tekstu rozciągłego w życie zademonstrowany został na stronach warsztatów hipertekstowych George’a Landowa na Uniwersytecie Brown. [właśnie sprawdziłem – link nie działa, można spróbować poszukać w google: „stretchtext/gpl1.html” ]

Od niedawna element Stretchtext dostępny jest także w systemie Tinderbox. J. Nathan Matias nazwał swoją realizację Tinderbox Stretchtext Writing System.