Wizualne czytanie „Piksel Zdroju”. Część 1: Kobieta i Suka

Piksel Zdrój to złożona kompozycyjnie powieść. Aby złożoność tę naświetlić, chciałbym zaprosić do serii wizualnych odczytań poszczególnych opowieści, a jednocześnie na przyjrzenie się powstawaniu utworu od kuchni: w takiej bowiem formie, wizualnej, ta sieciowa powieść powstawała. Przysyłane przez autorów teksty i połączenia nanosiłem na mapy programu Tinderbox, żeby mieć widok z lotu ptaka na powstającą całość. Dopiero później zacząłem umieszczać teksty w htmlu.

Kobieta i suka - mapa1

Kobieta i Suka – mapa 1

Zaczynamy od narracji Kobiety i Suki!  Widoczne na mapach prostokąty to segmenty tekstu, strzałki to linki główne, nawigacyjne, którymi autorka, Jagoda Cierniak,  reguluje domyślny tok lektury. Oprócz niego tekst zawiera linki do innych segmentów z opowiadań Suki i Kobiety (zaznaczone na mapie) oraz do opowieści innych autorów (nie oznaczone strzałkami). Liczba i kierunek tych dodatkowych, tekstowych linków, oznaczone są małymi kropkami nad prostokątami.

Kobieta i suka - mapa2

Kobieta i Suka – mapa 2

Monolog Suki i przeplatająca go narracja kobiety, zwłaszcza ku końcowi opowieści morskiej, składają się na wyjątkowo spokojny i konsekwentny tok opowiadania. Nie ma tu częstych przeskoków, nie ma wielce zróżnicowanych odesłań do innych narracji. Jeśli już, to wzrok Suki – i kobiety – kieruje się w stronę  opowieści Szymona i silnego wątku wody niegazowanej, choć nie tylko. Powiązania z Szymonem są tu pogłębione zdarzeniem z pociągu, w którym obie narratorki spotykają go, choć nie wiedzą jeszcze, kim jest. Jednorazowo obie narracje odsyłają nas do fuksjowych paznokci Joanny, hipertekstowych modeli Andrzeja, muzycznych zainteresowań Olafa oraz – na samym końcu – do nieszczęsnej Lukrecji.

Opowieść miejska (mapa nr 1) jest zdecydowanie bardziej nielinearna i nadbudowuje na sobą hierarchię drugiego stopnia, w której segment C2 jest najbardziej uprzywilejowany (ilość połączeń przychodzących). Opowieść morska (mapa nr 2) równoważy swą liniowość większą liczbą połączeń do innych autorów. Podsumowując, stwierdzić trzeba, że opowieść Kobiety i Suki to sympatyczne, ironiczne, w miarę spokojne i nie szarżujące podejście nie tylko do wątków i wydarzeń wewnątrzpowieściowych, ale także do kompozycji hipertekstowej i kolaboratywnej ramy całej powieści Piksel Zdrój.

Hipertekstowe ogrody

Hipertekstowe OgrodySpotkanie w Katowicach, którym mam zaszczyt zainaugurować cykl imprez „Hipertekstowo” jest świetną okazją, by na nowo przybliżyć czytelnikowi opublikowany niemal 10 lat temu przez „Techsty” esej Hipertekstowe ogrody Marka Bernsteina, w tłumaczeniu Doroty Sikory. Jest to jedno z najlepszych wprowadzeń do zagadnień hipertekstu, na dodatek napisanych jako hipertekst. Mam nadzieję, że katowicka publiczność, zwłaszcza ci, którzy być może obawiają się skomplikowanej tematyki, odetchnie i rozluźni się dzięki wiosennej, ogrodowej oprawie spotkania. Na eseju Bernsteina się oczywiście nie skończy, omawiać będę m.in Blok Shutego, jako ogród z betonu made in PRL, ruchomą powieść Hegiroskop Stuarta Moulthropa, popołudnie, pewną historię Michaela Joyce’a oraz najnowszy polski hipertekst ? Piksel Zdrój.

Oto zapowiedź spotkania, roboczo zatytułowanego: „W ogrodach hipertekstu: olśnienia i pułapki (o e-literaturze i hipertekście na luzie)”:

Spotkanie będzie wprowadzeniem do e-literatury i zagadnień sztuki słowa na ekranie komputera. Poprzez wspólne czytanie nielinearnego, ilustrowanego eseju ?Hipertekstowe ogrody? Marka Bernsteina zobaczymy, że metafora ogrodu wskazuje na hipertekst jako odbicie naturalnej pracy umysłu i skojarzeniowego toku myśli. Hipertekstowy ogród nie jest jednak pełen róż i ma swoje pułapki. Jak opowiadać w warunkach, w których pewne partie tekstu są programowo pomijane? Czy link jako trampolina w ciemność to błogosławieństwo, czy przekleństwo hipertekstu? Jak odnaleźć balans między autonomicznością a łączliwością segmentów? Problemy te zilustruję przykładami z zasobów światowej i polskiej e-literatury.

Gorąco zapraszam w sobotę, 21 marca, do Centrum Kultury w Katowicach na rozmowę o przygodzie hipertekstu. Szczegóły praktyczne na stronach Hipertekstowa (Instytucja Kultury Katowice Miasto Ogrodów)

Bałwochwał w Częstochowie

Bałwochwał – oldskulowa gra paragafowa w sieci, po swojej prapremierze na festiwalu Ha!wangarda, doczekuje się dziś premierowego czytania podczas Festiwalu Dekonstrukcji Słowa „Czytaj!” w Częstochowie. Zrealizowana przez Ha!art ludyczno-hipertekstowa adaptacja opowiadań Schulza, stworzona przez Mariusza Pisarskiego i Marcina Bylaka, zaprezentowana zostanie w środę 16 października w Zespole Szkół Plastycznych im. Jacka Malczewskiego przy ul. Pułaskiego 15. Przypomnijmy, festiwal „Czytaj!” od kilku lat konsekwentnie prezentuje literackie hiperteksty. W październiku 2010 tu tutaj odbyły się pierwsze warsztaty hipertekstowe wokół polskiego tłumaczenia popołudnia, pewnej historii Michaela Joyce’a,

Czytanie fragmentów najnowszej hipertekstowej gry literackiej poprzedzi film „Bałwochwał od kuchni” przygotowany specjalnie dla festiwalu „Czytaj”. Serdecznie zapraszamy do Czestochowy, na stronę wydarzenia na Facebooku oraz na portal Ha!artu, gdzie całość rezyduje. Dziękujemy też za wyśmienitą grafikę festiwalową.

Bratysława: „Remediacja” (4)

20130118-223620.jpg„Hvezdy”, odcinkowa powieść Bohuslava Brodzkiego z 1924 roku, o której ciągach dalszych decydowali czytelnicy, była jednym z bohaterów konferencyjnego wystąpienia Karela Pioreckiego. W aktywnym głosowaniu nad tym, jak ma się potoczyć fabuła „Hvezd” wzięło udział ponad 5 tysięcy czytelników, wśród których miano rozlosować główną nagrodę: zestaw mebli kuchennych… Karel Piorecki, młody krytyk z Pragi, będzie jednym z autorów czesko-słowackiego numeru Ha!artu (perspektywa językowych obiektów cyfrowych i ich tradycji). Perełki, które Piorecki wyławia z mniej lub bardziej odległej historii swojej rodzimej literatury udowadniają, że nasi południowi sąsiedzi to całkiem inny orzech do zgryzienia…

Bratysława – „Remediacja” (3)

20130118-130637.jpg„||| Kineskop je vinny” to słowacko-angielsko-polska feeria zglitchowanych obrazów, animacji i komentującego je tekstu, którą duet Łukasz Podgórni i Leszek Onak przygotował specjalnie na konferencję „Remediacja”. Na charakterystyczną estetykę przedpecetowej rozrywki czy estetyki systemowych błędów współczesnych serwisów internetowych nakłada się tu element ludowy w postaci amatorskich filmów przedstawiających (pijane i trzeźwe) życie codzienne polskiej i słowackiej wsi. Obraz i dźwięk poddane są tu przemyślanemu rytmowi napięcia (doprowadzanego do granic emocjonalnej wytrzymałości) i rozluźnienia (chwile audiowizualnego chilloutu i humoru).

Mimo problemów z nagłośnieniem (tradycyjnych, można powiedzieć: pan dźwiękowiec ściszał poziom tylko pojawiały się celowe przestery) Krakowiacy pokazali, że polska cyberpoezja ma sporo do zaoferowania badaczom i artystom nowych mediów, nie tylko w Polsce, i nie tylko w Europie.

Bratysława – „Remediacja” (2)

20130118-120733.jpg

Zuzana Husárová i Lubo Panák (fot. 1) zaprezentowali wczoraj w Bratysławie próbkę poetyckich, malarskich i generatywnych możliwości Kinect – czujnika ruchu do konsoli xbox 360. W ciągu dwóch ostatnich lat słowaccy artyści pokazali już trzy poetyckie instalacja angażujące w wytwarzanie poetyckich znaków ruchu widza: określone gesty (ruch ręką w prawo, lewo, gorę lub wprzód (po osi z) generuje, odsłania, rozbija lub zamazuje uprzednio przygotowany tekst (w jednym z prezentowanych urworów za tekstową pożywkę służyły fragmenty tekstów krytyków lit. cyfrowej, w tym polskich).
20130118-121035.jpg
Możliwe jest dodawanie elementów graficznych, głównym wyzwaniem jest jednak dostrojenie ruchów ciała do efektu na ekranie. Stąd też wczorajsze próby tego cielesno-hardeare’owego poetyckiego interfejsu. Na fotografii nr 2 poetycki potencjał swojego ciała testuje Arek Wierzba z Ha!artu.

Bratysława – „Remediacja” (1)

20130118-111501.jpgW zasypanej śniegiem Bratysławie trwa konferncja „Remediacja w kontekscie interdyscyplinarnym”. W skład polskiej reprezentacji wchodzą (siedzący przy stole, w trakcie przerwy na lunch) od lewej: Bogumiła Suwara (organizator), Andrzej Adamski, Łukasz Podgórni, Leszek Onak, Arkadiusz Wierzba i (za kamerą) Mariusz Pisarski.

Wirtualna rzeczywistość tuż za rogiem

Wśród najczęśniejszej czytanych artykułów 2012 portalu Ars Technica znalazł się entuzjastyczny raport z testowania zestawu do wirtualnej rzeczywistości Oculus Rift. Nazwę tę warto zapamiętać, gdyż wszystko wskazuje na to, że tak nazywać się będzie pierwszy masowo produkowany osprzęt VR, który z kliku powodów ma spore szanse na sukces. 110 stopniowy kąt widzenia, wysoka częstotliwość odświeżania i głębia obrazu Oculus Ring powodują, że zanurzony w symulowanym trójwymiarowym obrazie gracz nie odczuwa zwykłych nudności, bólu oczu i zaburzeń błędnika. Brak też powidoków i szarpanego obrazu, z którymi wiele poprzednich prototypów nie mogło sobie poradzić, gdy gracz przesuwał głowę wzdłuż swojego pola widzenia. Co najważniejsze, Oculus Rift cieszy się poważnym poparciem developerów i graczy, z Johnem Cormackiem, twórcą Queke’a na czele, a popracie projektu na Kickstarterze porzekroczyło 2.5 miliona dolarów. Do demo Oculus Rift, kosztującego 300 dolarów, dołączona jest specjalna wersja gra Quake.

To krok ku nowej augmentacji – mówią deweloperzy i naukowcy. Ci ostatni potwierdzają, że choć team stojący za projektem składa się z młodych ludzi (wśród nich hobbysta i kolekcjoner zestawów do VR Palmer Luckey), to Oculus Rift jest wynikiem długoletnich badań nad możliwościami i ograniczeniami technologii, która w latach 90. stała się symbolem przewrotu technologicznego, a jednocześnie jego nieosiągalnym marzeniem.

W ciągu najbliższych 2 lat udoskonalone zestawy Oculus Rift trafiać będą do developerów gier, wtedy rozpocznie się długi okres testowania możliwości sprzętu, tworzenia gier, które omijają ograniczenia i masymalnie wykorzystują możliwości. Trzymamy kciuki!

Holedek Microsoftu

Przyczajony tygrys współczesnego wyścigu w cyfrowej rozrywce, Microsoft, złożył wniosek o opatentowanie systemu „immersive display experience”, który ma rozszerzyć kąt wirtualnej sceny dla gier do 360 stopni. Portal ArsTechnica, który opisuje publikację amerykańskiego urzędu patentowego, nie waha się porównywać tego rozwiązania do mitycznego holedeku z serialu Star Trek. Rozwiązanie Microsoftu wzbogaca standardowy zestaw do gier wideo, złożony z konsoli, ekranu głównego (telewizor) i peryferiów o dodatkowy panoramiczny obraz rzutowany na ściany pokoju. Dzięki tej dodatkowej projekcji gracz ma czuć się otoczony przez świat gry. Pozwoli mu – na przykład – „obejrzeć się za siebie i spostrzec skradającego się za jego plecami wroga”. Technicznie polegać ma to na zainstalowaniu kilku kamer, które rzutować będą informacje z obrazu na otaczającą gracza przestrzeń. W opisie patentu mowa też o inteligentnym systemie rozpoznawania lokacji gracza, dzięki czemu kamery będą projektować obraz z perspektywy grającego. Wspomina się też o „osłonie”, którą kamery budować będą wokół widza, dzięki czemu projektory nie będą go oślepiać.

Mija 20 lat od futurystycznej książki Janet Muray „Hamlet on the Holodeck”, w której badaczka interaktywnych sposobów opowiadania wróżyła komputerom wspaniałą przyszłość w roli opowiadaczy i kreatorów fikcyjnych światów. Do holodeku, podobnie jak do rozwiązań opisywanych w cyberpunkowych powieściach Wiliama Gibsona, dzięki którym widz przenosi się i zanurza w fikcyjnym świecie, wciąż nam daleko. Warto więc trzymać kciuki za innowacyjne komórki giganta z Redmond, który ostatnio ? poza sektorem gier ? trochę pobłądził i zamiast innowacji wydaje z siebie kolejne imitacje (iPhone’a, iOS, iPada, iClouda i innych).

Pułka kontra Google: przybornik

John Cayley, Danie Howe - Readers ProjectIntensywna noc czeka tych, którzy w najbliższy piątek pojawią się w Krakowie na festiwalu Ha!wangarda. Po rozstrzygnięciu konkursu na projekt multimedialny (jury wciąż intensywnie debatuje nad wyróżnieniami), Ula Pawlicka zaprosi na prezentację „Wstęp do poezji cyfrowej” a następnie liczni, bądź nieliczni, śmiałkowie, będą mogli wziąć udział w prowadzonych przeze mnie warsztatach generatywnej literatury sieciowej „Pułka kontra Google według Johna Cayleya”.

Za tym spiętrzeniem nazw własnych kryje się dość prosta generatywna procedura, dzięki której, korzystając z żywej mowy polskiego internetu i przeczesującej ją wyszukiwarki Google, dokonamy językowej implantacji na nie narodzonym jeszcze tekście nie żyjącego już autora…

A teraz bardziej technicznie: każdy z warsztatowiczów otrzyma fragment nie opublikowanej prozy Vida local Tomasza Pułki. Następnie z fragmentu tego wybierze ciągi trzech następujących po sobie słów. Każdą trójczłonową sekwencję umieścimy w przeglądarce Google i przyciskiem „szukaj” wygenerujemy listę znalezionych wyników. Ostatni etap to wybór jednego zdania z listy rezultatów wyszukiwania. Zdanie to, wraz z kolejnymi, wygenerowanymi przez nastęne trzy słowa z tekstu oryginału, utworzą nowy, docelowy tekst, „wiersz” autorstwa Tomasza Pułki, algorytmu wyszukiwania, osoby wybierającej słowa oryginału oraz autorów wyszukanych zdań.

Aby warszty przebiegły sprawnie, tzn. aby każdy z uczestników wygenerował co najmniej 10 zdań tekstu docelowego, porzebna jest przeglądarka internetowa oraz połączenie z internetem, o które w klubie Konfederacka 4 nie tak łatwo. Dlatego warto zabrać ze sobą swoje blueconnecty i inne wtyczki do internetu mobilnego, albo po prostu jakiegokolwiek smartfona z wyszukiwarką internetową. W tym drugim przypadku warto przynieść zwykłą kartkę i długopis, gdyż to znacznie przyśpieszy cały proces, jak wiadomo multitasking na komórkach jest bólem w nosie.

Pomysł na warsztaty wziął się rzecz jasna z tego, by niezapomnianego performera, poetę, twórcę językowych, dźwiękowych i wizalnych szumów, mieć podczas Ha!wangardy wśród nas. To rodzaj poetyckich Zaduszek pod znakiem Pułki jeszcze przed Zaduszkami.
Z kolei generatywne reguły, którym poddawać będziemy tekst oryginału, zasugerowane zostały przezJohna Cayleya, który wraz z Danielem Howem stosują podobne zasady w projektach spod znaku swojego wspólnego przedsięwzięcia Readers Project. Po moich inspirujących, paryskich i londyńskich spotkaniach z jednym z najdłużej działających poetów kodu (sam swoją twórczość nazywa „programatologią”), stało się jasne, że znajomość Cayleya w Polsce jest niewystarczająca. Krakowskim eksperymentem chcemy tę lukę choć w nieznacznym stopniu załatać. Do zobaczenia na Ha!wangardzie!

Oficjalna zapowiedź warsztatów >> .

Program i zapowiedź Ha!wangardy >>.