Remediowanie poezji konkretnej – Ana Maria Uribe

Tipoemas y Anipoemas argentyńskiej poetki wizualnej Any Marii Uribe to pionierski zbiór cyfrowych wierszy (1997), będących remake’ami wcześniejszych utworów z lat 60 i 70. Krótkie, wizualno-lingwistyczne prace Uribe tworzyła według reguł narzuconych przez materialne ograniczenia konkretnej maszyny do pisania: Lettera 22. Każdy z wierszy pisany był tę samą czcionką, na pojedynczej kartce i z wykorzystaniem pojedynczego, czarnego tuszu.

elc

Ana Maria Uribe – Tipoemas y Anipoemas

Po latach, gdy poetka zaczęła pracować na komputerze pomysł powrócił, ale w nowej, zremediowanej formule. Tipoemas (czyli wiersze typograficzne) zamieniły się w anipoemas (wiersze animowane), przechodząc z papieru na ekran i z pojedynczej kartki do formatu animowanego gifa. Animacja, w tym przypadku, oznacza jednocześnie nie pozbawioną humoru personifikację. Ruchome litery i słowa stają się autonomicznymi postaciami, które – zwłaszcza w późniejszych cyklach – zaczynają zachowywać się jak aktorzy i tancerze odgrywający krótkie role. Jak zauważają redaktorzy kolekcji, przesuwa to cyfrową praktykę Uribe z pozycji konkretystycznej ma lettrystyczną.

Co ciekawe, wiersze animowane zachowały większość restrykcji, jakie ich papierowym poprzednikom narzuciła maszyna do pisania. Wyświetlane były na ekranie jedną czcionką, czarną na białym tle i w obrębie pojedynczej jednostki ekranowej, tak by nie trzeba ich było przewijać. Dopiero po kilku latach poetka decyduje się wprowadzić kolor i dźwięk. Proces autorskiej adaptacji praktyk konkretnych i wizualnych pod możliwości nowego medium i nowej publiczności bardzo dobrze ilustruje tezy J. Davida Boltera o remediacji jako fazie przejściowej między ekspresją wyrażaną w dwóch następujących po sobie mediach. Medium nowsze nigdy nie zrywa ze sposobami opowiadania w tym starszym – mówi Bolter – lecz kontynuje je w odmiennym środowisku, wzbogacając o nowe „przyzwolenia”. W przypadku Tipoemas y Anipoemas najbardziej radykalną nowością było wprowadzenie klatkowej animacji, którą komputery uczyniły dziecinnie prostą, przy jednoczesnym „nowomedialnym” sformatowaniu poetyckiego przekazu: były to, jak mówi podtytuł całości, utwory „dla Internetu”, a zatem niewielkie, szybko ładujące się, animowane gify, które dawały się łatwo i masowo dystrybuować w młodej jeszcze w 1997 roku sieci.

W zbiorze Any Marii Uribe nie znajdziemy wierszy interaktywnych. Cyfrowa poezja konkretna nie lubi interakcji, kategorii absolutnie centralnej dla specyfiki nowego medium, najczęściej zadowalając się właśnie animacją lub generatywnymi aspektami kodu. Ana Maria Uribe, dojrzała i doświadczona artystka w momencie powstawania wersji cyfrowych, doskonale to wyczuła. Stanisław Dróżdż zrobiłby podobnie. Wielka szkoda, że mistrz polskiego tekstu wizualnego nie doczekał czasów cyfrowych w zdrowiu; być może także i jego prace widzielibyśmy w trzecim woluminie Kolekcji Literatury Elektronicznej.

Twórczość argentyńskiej poetki, zmarłej w 2004 roku, warto gruntownie prześledzić. Jej Tipoemas y Anipoemas to najlepszy klucz twórczość tę otwierający.