Metafory i alegorie hipertekstu

popołudnie, pewna historia, ekran początkowy w wersji polskiejFabuła popołudnia, pewnej historii Michaela Joyce’a zogniskowana jest na jednym wydarzeniu. Jest nim wypadek samochodowy, o którym czytelnik niemal nic nie wie na początku, lecz – niczym w powieści detektywistycznej i kryminalnej – dowiaduje się w trakcie czytania.

Co ciekawe, osnową innego popularnego przed laty hipertekstu, I have said nothing Jane Yellowlees Douglas, jest również wypadek samochodowy. Ponadto, o wypadku czytamy w brawurowo napisanej sekwencji macluhanowskiej w Hegiroskopie Stuarta Moulthropa. Wydaje się, że samochodowa tragedia urasta do jednego z ulubionych motywów pisarzy hipertekstów.

Dzieje się tak nie bez przyczyny: wypadek samochodowy, coś co zdarza się nagle i czemu towarzyszy zderzenie, jest bardzo plastyczną metonimią aktywności czytelnika w hipertekście: elementy tekstu są rozsypane po sieci a przechodzenie po nich, poprzez uruchomienie linku, jest nagłe i potrafi być przeskokiem o mniejszym lub większym zgrzycie. Przeskok ten może zderzać ze sobą rożne postacie, narracje, czasoprzestrzenie, światy. Jedną z najbardziej plastycznych ilustracji tego procesu jest właśnie wypadek samochodowy. Czy istnieją jeszcze inne figury nadające się do zobrazowania procesów, jakim podlega zdynamizowany i usieciowiony tekst?

O metaforach, metonimiach i alegoriach obecnych w hipertekstowych narracjach mówiłem w tym roku podczas swojego wystąpienia na konferencji ACM Hypertext w Eindhoven, przy okazji prezentacji artykułu „Nowe fabuły dla hipertekstu…”. Sam artykuł o takich figurach narracyjncyh ledwo wspominał, w prezentacji na żywo poświęciłem im nieco więcej czasu, ale temat nie jest bynajmniej wyczerpany i aż prosi się o osobną rozprawę.

Oprócz wypadku warte wymienienia, i najbardziej oczywiste, są opowieść drogi, rozstania-powroty oraz opowieść o powstaniu i upadku (wariant figury rozstań i powrotów). Wyobraźmy sobie opowieść o parze autostopowiczów, którzy wybierają się na poszukiwanie przygód na gęstej sieci zachodnioeuropejskich autostrad. Nagłe przypadki i spotkania, zboczenia z wytyczonej trasy i powroty na nią w naturalny sposób opisują również lekturę hipertekstu. Skorzystanie z takiego motywu fabularnego wydaje się gwarantować, że dzieło będzie jednocześnie alegorią swojej własnej lektury. Innym przykładem, podanym przeze mnie w Eindhoven i który spotkał się tam z dużym oddźwiękiem, jest opowieść o mieście, które ustawicznie – na przestrzeni dziejów – walczy o swą niezależność i przetrwanie, targane jest powstaniami i ich upadkami.
Arcyprzykładem jest Warszawa. Fabuła opisująca dzieje kilku pokoleń warszawiaków, kiedy to każde pokolenie ma swoje własne powstanie i własną klęskę, świetnie wpasowuje się nie tylko w formę hipertekstu, z jego pętlami, cyklami i powtórzeniami, ale też w szczególną ekonomię lektury tekstu w sieci. Scena, w której główny bohater żegna się z rodziną wychodząc na bitwę, jeśli umiejętnie ją skomponować, może być wykorzystana kilka razy niezależnie od tego, czy bohater wychodzi na barykady (Powstanie Styczniowe), do okopu (Powstanie Warszawskie) czy na demonstrację (PRL). Hipertekst pozwala na to, by taką pojedynczą scenę, i wiele jej podobnych, redystrybuować w różnych, zmieniających się kontekstach.

Mam nadzieję, że czytelnicze dyskusje, do jakich będzie dochodzić podczas promocji i prezentacji popołudnia, pewnej historii nadchodzącej jesieni, przebiją się przez kwestie niedogodności interfesju czytania na ekranie czy „odwieczny” szok nowości hipertekstu i zmierzać będą w choćby tego typu, a zatem ciut bardziej owocnych, kierunkach…