Podróż na dno fraktalu

Wielopoziomowy, konfigurowalny i kryjący niejedną niespodziankę: rozstrzelam krew, nowy cyfrowy utwór Łukasza Podgórniego (premiera w najnowszych Techstach) nie da się łatwo zakwalifikować. Generator poezji, pięciościeżkowy sekwencer, poezja kodowa a nawet gra strzelanka: cybertekst Podgórniego jest wszystkim tym z osobna i na raz.

Po części konfigurowane, a po części generowane przez odbiorcę przykłady sztuki słowa w nowych mediach zwykło się nazywać instrumentami tekstowymi. Tym różnią się one od większości innych, że zakładają interwencję użytkownika, bez której nie dochodzi do pełnego przebiegu dzieła. W kluczowych momentach rozstrzelam krew czytelnik musi albo celować w litery albo naciskać na klawisze i dopiero po tym odsłania się ciąg dalszy: kolejne litery do odstrzału i kolejne klawisze. Te ostatnie nie są tutaj przypadkowo, gdyż instrument tekstowy krakowskiego autora jest jednocześnie instrumentem muzycznym. Każdemu z czterech wersów tekstu głównego, który losowany jest przez czytelnika z ukrytej bazy danych, towarzyszy własna ścieżka dźwiękowa. Każdą ze ścieżek można wyciszać aż do momentu, gdy muzyka zamilknie na dobre, dokładnie jak w sekwencerach wchodzących w skład osprzętu didżeja. Czytelnik całkiem dosłownie przejmuje stery poetycko-muzycznej konsolety. W oparach usterkowych dźwięków tekst układa się w następujące, przykładowe warianty:

Wy powtarzacie królów do sukna
Kiedy wy podobacie się cumom
Jeżeli wy byliście węzłem Nas
Wyrabianych z wygięcia Jeżeli stąd

Wy powtarzacie stajnie do porshe
Kiedy Wy przedstawiacie się kruszcom
Jeżeli Wy byliście węzłem Nas
Wyrabianych z wygięcia Jeżeli stąd

Niektóre ze słów dają się przestawiać, można je przesuwać z jednego wersu na inny, tworząc wersję wersji i tak bez końca… gdyby to nie był dopiero początek. Podgórni pozwala nam odkrywać dużo więcej, zapraszając do zbierania punktów, błądzenia po kolejnych wertykalnych pięcioliniach i strzelania w uciekające litery i hasła; osacza nas też spowolnionymi pętlami z vocodera, przyciskami, które wiodą donikąd i celowo nieczytelnymi komunikatami.
Najbardziej trwałym elementem ruchomego instrumentu jest efektowny, enigmatyczny fraktal: zapętlone, losowo ułożone zdanie, którego słowa i litery, ruchem węża zjadającego własny ogon, przesuwają się w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. The west is the best?

Punktem dojścia, a może tylko ślepym zaułkiem, jest „dno fraktalu” znajdujące się po drugiej stronie dzieła, na którą przenosimy się po uruchomieniu linku do „stron stanowiących zagrożenie” dla zdrowia naszego komputera, czyli na autorską witrynę Podgórniego (szafranchinche.ovh.org). Tam utwór dopełnia się i wybrzmiewa w usterkowych konwulsjach palimsestowej grafiki ASCI i nie dających się już konfigurować słowach urwanej, jakby wymuszonej, końcówki.

Dojście do „dna fraktalu” po raz ostatni i najbardziej dobitny zachęca użytkownika do przywołania społecznego kontekstu dzieła, które – choć tutaj o nim nie piszę – zasygnalizowane jest we wstępie i subtelnie uaktualniane w trakcie przebiegu interakcji, co dodaje rozstrzelam krew dodatkowych wymiarów i zachęca do ponownej lektury. Nigdy bowiem nie wiemy, czy doszliśmy do prawdziwego końca, czy nie ominęliśmy czegoś po drodze i czy w międzyczasie dzieło wypączkowało w nowych kierunkach, czym się nam autor jeszcze we wstępie odgraża.