Książki bez stron – era iPada

Wśród szumu i zgiełku jako unosi się nad iPadem Apple’a trudno o głos umiarkowania. Tym milej czyta się słowa, które w swojej trzeźwości i dalekowzroczności przerastają nawet oczekiwania piewców e-booków. Dostarcza nam ich esej Books in the Age of iPad poświęcony technicznym i kulturowym konsekwencjom iPada dla świata książki i dla przekazu literackiego w ogóle. Jego autor – Craig Mod (pseudonim ?) swoje spostrzeżenia wspiera długoletnim doświadczeniem w tworzeniu książek artystycznych.

Craig przez większa cześć minionej dekady badał granice papierowego przekazu. Zakochany w zapachu i fakturze zadrukowanych kartek, a jednocześnie w kapryśnym, trudno dającym się schwytać pomiędzy tradycyjną obwolutę tekście, Tworzył z jednej strony liberaturę – książki wyzwalające się z tradycyjnych, drukarskich konwencji, a z drugiej – książki piękne, doprowadzające gutenbergowski paradygmat do kresu artystycznych możliwości.

iPad – według autora eseju – niesie większy potencjał dla przekazu literackiego niż najbardziej wyzwolona, wyrafinowana książka:

Uwielbiałem proces tworzenia pięknych książek drukowanych. Uwielbiałem skończoność gotowego produktu. Uwielbiałem piekielnie seksowną dotykowość tych małych cegiełek papieru i tuszu. Ale powiem wam otwarcie: ekscytacja, jaką czuję na myśl o iPadzie jako twórca treści, projektant książek i wydawca jest równie wielka.

Według Craiga Moda wraz z iPadem mamy szansę na platformę do konsumowania bogatej w treść formy cyfrowej i jednocześnie ciekawszej treści drukowanej.

Aby zrozumieć co czyni iPad tak interesującym Mod systematycznie wyjaśnia w jaki sposób doszliśmy do sytuacji, w której się obecnie znajdujemy, i która umieszcza iPad na głównym skrzyżowaniu dążeń do bogatszej, ciekawszej treści.
Wyjaśnienia swoje twórca eseju kieruje do autorów i wydawców, projektantów, typografów i innych rzemieślników Gutenberga.

Wbrew pozorom nie ma tutaj obwieszczania śmierci książki. Wręcz przeciwnie. Tym, czym się wraz z epoką iPada pozbywamy, jest tanio, brzydko i szybko wydane czytadło, które kupujemy na jednym lotnisku i zostawiamy na drugim, które czytamy na plaży i w toalecie. Tym co zyskujemy, jest wydawanie drukiem książek, które naprawdę są tego warte i swoje istnienie w formie papierowej potrafią mocno uzasadnić.

W kolejnej części swego autor przechodzi do konkretów. I tu zaczyna się jeszcze bardziej fascynująca, brawurowa argumentacja. Mod pokazuje jak iPad zmienia sposób komponowania, składania, segmentowania treści. A czyni to do tego stopnia, iż zmianie ulec muszą nasze podstawowe rozumienie tego, czym jest książka. Dla przykładu – koncepcja strony jako jednostki przekazu w medium książkowym traci rację bytu na iPadzie. Zamiast przewracania stron możemy przecież przesuwać się po panoramie tekstu (załączony obrazek). Czy mówienie książce wciąż jeszcze ma sens?

Najistotniejsze w tym wystąpieniu jest to, iż wszystkie jego rozpoznania są w gruncie rzeczy bardzo dobrymi wiadomościami dla wydawców książek. Na dziś i na przyszłoć. Wygrają ci, którzy są w stanie tę subtelność dostrzec.

Esej Books in the Age of Print wyłowił z sieci i podesłał mi Andrzej Pająk