Klasyczna sztuka hipertekstu powraca!

Tworzona w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych cyfrowa sztuka słowa nie zginie, wbrew wcześniejszym, elegijnym wypowiedziom na Elektroblogu. Dostępne, choć na 100 procent działające od dość niedawna, emulatory takie jak Basilisk i – przede wszystkim – SheepShaver, rozwiązują problem. Dla przypomnienia: obecne systemy operacyjne nie wspierają już plików stworzonych i odczytywanych w pierwszych powszechnie używanych interfejsach komputerów osobistych, czyli w systemach Apple Macintosh [Os Classic 6, 7, 8, 9]. Ze względów oczywistych, choć głupich [historyczna konkurencja], nie czyni tego Microsoft ze swoim Windows. Największym szokiem była rezygnacja ze wspierania powszechnie używanego do 2002 roku OS Classic przez samego Apple’a. Najnowszy system Leopard przestał odczytywać aplikacje stworzone na przed tą datą. W konsekwencji, przełomowe i pionierskie dla rozwoju sztuki cyfrowej projekty artystów takich jak Eduardo Kac, John Cayley czy Michael Joyce, wrzucone zostały do lamusa. Aby je zobaczyć, przeczytać a nie daj boże studiować, konieczne było zdobycie oryginalnego, starego sprzętu Macintosha, choć przez jakiś czas można było liczyć na korzystanie z trybu Classic w przedostatnim systemie Apple’a – Tiger. Jednak na jak długo?

Dziś sytuacja nie wygląda tak tragicznie. Wraz z emulatorami takimi jak Sheepshaver, można nawet powiedzieć, że wkraczamy w nową epokę, gdzie nic, co zostało stworzone na ekranie komputera nie przepadnie wraz z postępem techniki. Innymi słowy: „żegnaj determinizmie technologiczny” – wyśpiewuje cyfrowa humanistyka…

A oto przykład: dołączony do tego wpisu obrazek to fragment zrzutu ekranu na pulpit komputera Apple’a z systemem Leopard. W części czarno białej znajduje się fragment emulowanego pulpitu z systemem OS 9 Classic. W otwartym oknie widać gotowe do otwarcia powieści hipertekstowe oraz przykłady poezji cyfrowej stworzone między rokiem 1986 a 2003 w programach Hypercard i Storyspace. Aby do tego doszło, musiałem spędzić trochę czasu na przymiarkach, kilka wieczorów na próbach, z dwie noce w falach frustracji oraz jeden poranek w blasku olśnień i epifanii. Ostatecznie zatem udało się i polecam wybranie się szlakiem emulatorów wszystkim, którym dawna sztuka ekranu leży na sercu.

Najbardziej rewolucyjnym, przewrotowym faktem jest jednak to, iż SheepShaver pozwala na emulowanie starego Macintosha także pod Windowsem. Do tej pory funkcję tę, w sposób boleśnie połowiczny, spełniał program Basilisk, który pozwala na emulację Macintosha pod Windowsem od systemu 7.5, co jest dużym ograniczeniem, zatrzymuje nas bowiem na początku lat 90-tych. SheepShaver zmienia tę sytuację radykalnie i daje nam w prezencie całą minioną dekadę….Co do Windows Vista, tutaj nie jest zbyt ciekawie i wydaje się, że okryty niesławą system nie jest łaskawy także dla SheepShaver’a. Być może zmieni się to wraz z Windows 7.