Hipertekstowy Czerwony Kapturek

Czerwony Kapturek jest niemożliwy w formie hipertekstu – głosił niegdyś w Bibliotece Aleksandryjskiej Umberto Eco. Wystąpienie autora „Dzieła Otwartego” w sprawie przyszłości książki, do którego doszło przed pięciu laty, wciąż zasługuje na wnikliwą uwagę, nawet tych, którzy nie szczędzą włoskiemu uczonemu słów krytyki jeśli chodzi o jego rozpoznania w dziedzinie literatury elektronicznej.

Refleksję o hipertekście i przyszłości książki Eco rozpoczyna od ciekawego rozróżnienia na system i tekst. Wtargnięcie na scenę kulturową systemów hipertekstowych, które automatyzują referencyjność zasobów wiedzy, a tekże języka, każe przewidywać dość rychłą śmierć tradycyjnych słowników, encyklopedii i podręczników. Eco nie specjalnie nad tym faktem boleje; przyjmuje go wręcz z ulgą podając za przykład pełne fizycznego wysiłku peregrynacje od hasła do hasła w dwudziestotomowej encyklopedii Britanica, którym hipertekst kładzie kres.

Gramatyka, słowniki, oraz encyklopedie to systemy. Poprzez używanie ich możemy produkować tyle tekstów ile nam się podoba – pisze Eco. I hipertekst, jako system, jest tu pomocnym narzędziem.

Jeśli jednak chodzi o hipertekstowy tekst, rozumiany jako pojedyncze, postrzegane jako zamknięta całość dzieło to…Umberto Eco traktuje całe zjawisko niemal jak oksymoron. I tłumaczy:

Tekst sam w sobie nigdy nie jest językowym czy encyklopedycznym systemem. Każdy tekst redukuje nieskończone możliwości systemu do zamkniętego uniwersum. Jeśli na przykład złożę zdanie „Dziś rano jadłem na śniadanie….”, to słownik pozwoli mi na wymienienie wielu rzeczy, które dadzą się strawić. Lecz ja ułożę owe zdanie w sposób określony: „Dziś rano jadłem na śniadanie chleb z masłem”, przez co wykluczam ser, kawior, pastrami czy jabłka. Tekst kastruje wielość możliwości systemu. „Opowieści tysiąca i jednej nocy” mogą być interpretowane na wiele sposobów, ale rzecz dzieje się na Bliskim Wschodzie, a nie we Włoszech, i mowa jest o przygodach Ali Baby czy też Szeherezady, a nie o kapitanie pragnącym złowić białego walenia, czy o toskańskim poecie odwiedzającym Piekło, Czyściec i Raj.

Znamienne jest przejście z rozważań o systemie językowym do refleksji o dziełach jako skończonych i zamkniętych całościach, oczywiście w kontekście hipertekstu. Dla Eco bowiem, hipertekst w zderzeniu z takimi dziełami oznacza [zbędne] dodawanie do nich czegoś, czym one nie są. Czyli chodzi mu o działalność otwierającą tekst na inne teksty poprzez wprowadzenie hiperłącz do potencjalnie każdego słowa:

W „Czerwonym Kapturku” wilk może być połączony tylko z tymi fragmentami, w których się pojawia, lub w których się o nim wspomina. Seria możliwych linków jest ograniczona i skończone. W jaki zatem hipertekstualne strategie byłyby w stanie „otworzyć” skończony i ograniczony tekst?

Według mnie wilka w „Czerwonym Kapturku” można połączyć z czymkolwiek, byle by miało to sensowny wydźwięk dla całości pojedynczej lekturowej sesji. Skąd pomysł na limitowanie możliwych połączeń? Czy Eco nie myli tutaj referencyjności słownikowej z artystyczną? Być może. A jedyną wymienianą przez niego „strategią hipertekstową” jest działalność kolaboracyjna, kiedy to na gotowy tekst wielu czytelników nanosi własne odnogi, komentarze, ciągi dalsze. Owszem, hipertekstowe systemy dają takie możliwości, ale nie są one immanentną cechą hipertekstowego sposobu opowiadania. Ten ostatni można przedstawić z zupełnie odwrotnej strony, jako żywioł redukcjonistyczny. Czerwony Kapturek pocięty na kawałki i połączony na nowo w różny, niespodziewany sposób, będzie najpewniej dziełem krótszym niż oryginał (pozbycie się koniecznej w opowiadaniu liniowym „waty fabularnej”) ale o spotęgowanym potencjale znaczeniowym, wynikającym ze zmieniających się sekwencji lekturowych.

Raz jeszcze, wychodząc od ciekawego uogólnienia [poręczne rozróżnienie na system i tekst, Eco mija się z prawdą co do szczegółu, nad którym nie ma pewnie ochoty się pochylić. Przykład odnajdziemy już w samym wystąpieniu aleksandryjskim, kiedy mówiąc o przykładach papierowych tekstów otwartych, jednego z ich autorów, Marca Saportę, Eco nazywa Maxem Saportą.