Reklamowe generatory tekstu

Na intrygującą pod względem cybertekstowym, choć na pozór odpychającą stronę jestzdupy.pl skierował mnie Niżej Podpisany, autor e-booków na iPhone’a, który eksploruje ostatnio literacki potencjał automatycznych generatorów treści na stronach www.

Poetycki moment w sensie jaki nadał mu papież ruchu surrealistycznego Andre Breton: przypadkowy przebłysk humoru, wglądu, zaskakująco trafnej metafory wynikających z losowego zderzenia słów/obrazów nie jest czymś rzadkim i niespotykanym w domenie sztucznie tworzonych stron. Przykładem choćby dostępne w sieci translatory z innych języków na polski, pseudo-informacyjne strony, na których w zbite bloki tekstu  grupuje się nagłówki i treści z kanałów RSS, czy wspomniana hipertekstowo-generatywna  jestzdupy.pl. W tym ostatnim przypadku oprócz tekstu na samej stronie generowane są także adresy (poddomeny, nazwy) stron, które nierzadko stanowią trzon główny sztucznie wytworzonego tekstu. Losowo pojawiają się tu także wyjątkowo adekwatne odsyłacze do informacji w sieci typu „planetą najbliżej słońca jest…”. Ten swoisty drenaż paradygmatu strony edukacyjnej stanowi rację bytu witryny, co czyni ją jeszcze bardziej ciekawą, jeśli nie kuriozalną.

Oczywiście mowa tutaj o komercyjnych wytworach epoki Google: stworzonych i istniejących dzięki wyszukiwarce i dla wyszukiwarki, uzależnionych od fraz, które wstukiwane są w okna przeglądarek, czekających na kliknięcia w reklamowe pułapki zastawione między tekstem sprowadzonym tu do roli pretekstu i wabika.

Stoi za nimi nie osoba autora, lecz raczej nie dający się nigdy przewidzieć żywioł programu, który dany autor stworzył, jego „swobodna gra”. Domenę tę zamieszkują programiści, nie pisarze. Ich intencje nie mają wiele wspólnego z działalnością tekstotwórczą, lecz z chęcią szybkiego zysku, jaki wygeneruje się z reklam wtopionych w główny korpus tekstu. Nie świadczy to jednak o tym, iż taka działalność jest nie warta uwagi. Jest ku temu kilka powodów.  Jako część sieci komercyjna, generatywna działalność na tekście staje się kolejnym materiałem, który może zostać poddany artystycznej obróbce, transgresji, przemianie, podmianie, remiksie. Dowodem choćby omawiane przez nas Mnemotechniki, na których poetyka sztucznego wytwarzania tekstu w sieci odcinęła swoje piętno.  Generatory pokazują nam też kto dzisiaj może zdobyć rozgłos i majątek pracując, że tak się wyrażę, w słowie. Jest nim ktoś, kto ze wszystkich możliwych talentów posiadłÂ  – jak mówi Niżej Podpisany – tylko dwa: znajomość języka ojczystego i znajomość języka oprogramowania.

Miejska Powieść Odcinkowa – hipertekstem ?

Miejska Powieść Odcinkowa (MPO) – cykliczna opowieść kolaboracyjna, którą odnaleźć można w kawiarniach i tramwajach kilku największych miast w Polsce, niesie z sobą duży potencjał nie tylko trans-autorski, ale i transmedialny. Czy jednak ta świetna idea została do końca wykorzystana?

Podstawowym nośnikiem MPO jest formuła „bibuły miejskiej” – zadrukowanej z dwóch stron, złożonej w pół kartki, a zatem formy, która niegdyś pomogła obalić ustrój. Idea jest taka, żeby co dwa tygodnie pojawiał się kolejny odcinek opowieści, dopisany przez kolejnego autora. Oprócz tekstu, na ostatniej stronie bibuły znajduje się opowieść komiksowa. Opowiada się zatem mniej więcej to samo, ale w inny sposób. Jak wyjaśniają koordynatorzy komiksowej części przedsięwzięcia, nie chodzi tu o ilustrację do tekstu. Rysownikom (m.in Agata Endo Nowicka, Tymek Jezierski, Przemek „Trust” Truściński, Maciej Sieńczyk) zaproponowano, by wybrali jeden wątek z odcinka i „rozwinęli go po swojemu”. I w tym tkwi najciekawszy, z punktu widzenia narratologii i z perspektywy transmedialnej, punkt tego przedsięwzięcia. Edukacyjny charakter całego projektu, któremu przyświeca „dotarcie z powieścią do przypadkowych odbiorców, którzy nie czytają na co dzień książek”, wzbogacony zostaje o jeden ważny aspekt. Ów przypadkowy odbiorca może nie tylko przypomnieć sobie jak się czyta, ale przekonać się naocznie jakie są rożnice w opowiadaniu za pomocą nieruchomego obrazu a opowiadaniu za pomocą literackiego tekstu. Tym samym możemy tu jednocześnie mówić o poszerzaniu świadomości medialnej odbiorców MPO.

Szkoda jedynie, że Nowy Teatr w Warszawie, pomysłodawca tego przedsięwzięcia, nie postanowił pójść jeszcze dalej i wykorzystując własne zaplecze i środki wciągnąć MPO do swojego programu teatralnego. Można by przecież 12 odcinków Miejskiej Powieści Odcinkowej wystawić na scenie, choćby małym nakładem ludzkim i w kameralnym gronie widzów. Nie chce mi się wierzyć, iżby na realizację takiego pomysłu brakowało pieniędzy.

Niewykorzystany potencjał oczywiście nie jest w stanie umniejszyć całemu projektowi, który – miejmy nadzieję – cieszyć się będzie względną popularnością i znajdzie swoich kontynuatorów.

Pierwszy odcinek MPO czyta się z przyjemnością i z porównywalną przyjemnościąÂ ogląda. Warto czekać na ciąg dalszy. W związku z tym, iż nie możemy Miejskiej Powieści Odcinkowej ani usłyszeć, ani zobaczyć (na scenie), postanowiłem pohipertekstować sobie z jej pierwszym, świetnie zresztą dla tych potrzeb napisanym, odcinkiem autorstwa Łukasza Orbitowskiego. Dzięki temu tekst pierwotny funkcjonować może w jeszcze jednym medium: w warunkach sieciowych, rozumianych nie jako prezentacja Internecie, ale jako wprzęgnięcie potencjału sieci (losowa dystrybucja fragmentów narracji, powtórzenia, wybór kierunku lektury, warunkowy dostęp do materiału) w akt opowiadania. W swojej hipertekstowej wersji opowieść o ataku obcych na Warszawę nieco się zapętla, potrafi się skończyć na samym początku, lub w sposób wręcz koszmarny przedłużać i nie chcieć kończyć. Mam nadzieję, że krótką demonstrację, przy zgodzie autorów i wydawców, uda się nam zaprezentować w Techstach już wkrótce.

Kto czyta Techsty ?

Pustynnie i stepowo pomiędzy Szczecinem, Poznaniem a Gdań„skiem, mocne zagęszczenie na obu Śląskach, wyjątkowa aktywność na Mazurach i ścianie wschodniej – tak wygląda mapa Polski widziana oczami serwisu Techsty – literatura i nowe media. A dokładniej mapa czytelników, którzy odwiedzili Techsty w 2008 roku. W ciągu całego roku odwiedzało ponad 40 tysięcy razy około 30 tysięcy użytkowników. Liczby są wciąż szacunkowe, gdyż około 40 procent stron, jakie składają się Techsty wciąż nie jest skanowana przez program google.analytics. Dane dostarczane przez tę darmową usługę są ogromnie rozbudowane.

Tutaj podam tylko największe ciekawostki (a nawet zagadki) które się z rocznego raportu czytelnictwa Techstów wyłaniają. Najczęściej odwiedzaną stroną serwisu jest, czego się można był spodziewać, „hipertekst”, następnie magazyn, strona „definicje” (hipertekstu), oraz aktualności. Co ciekawe tuż po nich, na miejscu dziesiątym, plasuje się niepozorna a jednak niezwykle popularna strona „Technika kolażu w hipertekście i nowych mediach”. Wciąż rosnącym zainteresowaniem cieszą się pozostałe strony o awangardzie literackiiej i ich związkach z hipertekstem oraz strony, których przedmiotem są sztuka interaktywna, cyberprzestrzeń i wirtualna rzeczywistość.
A teraz frekwencja regionalna. Jeśli spojrzeć na to z jakich miast pochodzą nasi czytelnicy, to jeśli odejmiemy Warszawę, Kraków i Wrocław, odsłania się przed nami intrygujący obraz. Kielce mają taką samą liczbę odwiedzin (tu dane google nie mówią niestety o indywidualnych użytkownikach) co Gdańsk, który z kolei ma aż dziesięciokrotnie mniejszą liczbę odwiedzających Techsty niż Wrocław, i trzykrotnie mniejszą niż Szczecin. Poza Kielcami i Łodzią, Techsty czyta się często na Górnym Śląsku, Lublinie i w rodzimym Poznaniu.
A oto obiecane zagadki. Najdogłębniej (ilość stron na jedną wizytę) czytają Techsty mieszkańcy Sosnowca, Olsztyna, Sopotu i Poznania. Z kolei najdłużej przebywają na naszych stronach pasjonaci hipertekstu z Łodzi, Siemianowic Śląskich i Bielska Białej. Dlaczego akurat Siemianowic i Bielska Białej, któż takm tak mocno piłuję swoją magisterkę, doktorat, czy może pierwszą powieść hipertekstową? Tego na razie nie wiemy.

Z kolei największą liczbę nowych czytelników Techsty zdobyły sobie wśrod hipertekstualistów i ludologów z Bydgoszczy, Rzeszowa, Białegostoku i Wałbrzycha.

Wszystkim wymienionym i niewymienionym czytelnikom redakcja Techstów i Elektroblogu życzy wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku.

P.S Najczęściej stosowaną przeglądarką wśród czytających ten wpis jest Firefox (46 %) deklasując w ciągu roku Internet Explorera do pozycji drugiej (36 %). Na miejscu trzecim z 15 procentami uplasowała się Safari – przeglądarka Appla.