Księga słów wszystkich

Słowo „Techsty” znajduje się na 27924720 stronie Księgi słów wszystkich. Księga ta zawiera wszystkie możliwe słowa zapisane w alfabecie łacińskim. Rozdział pierwszy składa się z jednoliterowych „wyrazów” a b c d e itd. Rozdział drugi zawiera słowa dwuliterowe: aa ab ac ad … do … in … on … zx zy zz. Siedmioliterowe słowo „Techsty” znajduje się w rozdziale siódmym. Księga generuje w tej manierze wszystkie kombinacje liter. Jako że wyrazy mogą mieć nieskończoną liczbę liter, strony księgi są także niepoliczalne, a ona sama nieskończona. Czy mogliśmy mieć w Polsce lepszy cybertekst ?

Historia Księgi słów wszystkich to długa opowieść o Józefie Ĺťuku Piwkowskim – jej autorze i rozpoczętych w latach 70tych realizacjach tego szalonego: prostego i genialnego zarazem pomysłu. Pierwsza wersja Księgi ujrzała światło dzienne w roku 1975. Dziś powszechnie dostępna jest wersja sieciowa. W mgnieniu oka, za jednym kliknięciem, odnaleźć można interesujące nas słowo i wydrukować stronę na której się ono znajduje wraz ze specjalną dedykacją. Więcej na temat tego niecodziennego projektu na stronach autora.

Jozefa Ĺťuka Piwkowskiego i jego przedsięwzięcie będziemy chcieli (autorzy skupieni wokół Techstów) przybliżyć badaczom oraz praktykom literatury cybertekstowej i generatywnej w mającej się ukazać wiosną kolejnej edycji Cybertext Yearbook.

Za odkryciem Księgi Słów Wszystkich stoi Małgorzata Dawidek-Gryglicka, dzięki której mamy teżÂ w rękawie parę innych perełek, jakie skrywała przed nami polska sztuka ergodyczna i jej historia.

Tajemnice zawiązywania węzłów

W jaki sposób sieciowa postać dzieła wpływa na jego poszczególne elementy? Jak zachowuje się pojedynczy segment fabularny pod naporem zmieniającego się otoczenia: innych fabularnych segmentów? Na takie pytanie próbowałem odpowiedzieć podczas warszawskiej konferencji „Tekst [w] Sieci”. W ostatniej chwili postanowiłem dodać ilustrację, która by wyjaśniła o jakie zmienne, dynamiczne otoczenia chodzi. Na załączonym obrazku mamy hipertekstową leksję „she” z afternoon, a story Michaela Joyce’a i jej aż trzy unikalne konteksty. Przyznam się, że nie zajrzałem do zawartości „she”. W pośpiechu poszukiwałem na moim wykresie afternoon, poczynionym w Tinderboxie, takich tekstowych węzłów, które pojawiają się oczami czytelnika w jak największej liczbie rożnych konfiguracji. Padło na „she” i tak zostało. W tym przypadku czytelnik dojść może do punktu „she” z trzech różnych miejsc: „begin”, „poetry”, „not you” i wyjść zeń w trzech rożnych kierunkach. Daje nam to aż dziewięć wariantów.

Przez sporą część mojego warszawskiego wystąpienia przekonuję swoich słuchaczy i czytelników jak kunsztownie muszą być skonstruowane segmenty wystawiona na tak zmienną fabularnąÂ konfigurację, niczym fraktale, lub co najmniej magiczne kawałki puzla, które pasują do jakichkolwiek innych kawałków: Fragment “she” musi być tak zbudowany by wytrzymać “napór” swojego zmiennego sąsiedztwa i tworzyć wraz z nim względnie spójne sekwencje lektury. Jane Yelowlees Douglas pokazywała to na przykładzie podszytej wieloznaczościami rozmowy Petera, głównego bohatera, z Wertem. Założyłem tu, we wspomnianym pośpiechu, że „she” to znany mi fragment enigmatycznie opisujący Lolly, jednąÂ z bohaterek. Jakież było moje zdziwienie, gdy w końcu zajrzałem do tej leksji. Składają się na nią dwa wersy:

< Jak mam cie nazywać > pytam.
< Nauzyka > mówi spokojnie.

Fragment ten rzeczywiście pasuje do sześciu otaczających go segmentów i dziewięciu tworzonych przez nie wszystkie kontekstów. Potwierdza on jednak moje tezy o łączliwości, współzależności, modularności i redystrybucyjności węzłów w tekście sieciowymh w sposób, o którym na chwilę zapomniałem: mniej oznacza czasem więcej.

Urodziny hipertekstu, myszy, i kolaboracji sieciowej

Dokładnie 40 lat temu, 9 grudnia 1968 roku, Douglas Engelbart zademonstrował NLS – system hipertekstowy działający pomiędzy dwoma Uniwersytetami i pozwalający na sieciową tele-konferencję. Po raz pierwszy zaprezentowany został też przy okazji prototyp myszki komputerowej, graficznej prezentacji informacji i podstawowe idee hipertekstu.

Dokładnie 26 lat temu, 9 grudnia 1982 roku, powstało Eastgate Systems, firma, która stworzyła pierwsze pisarskie narzędzie hipertekstowe Storyspace. Po kilku latach Eastgate zamieniło się też w pierwsze wydawnictwo publikujące powieści hipertekstowe.

Wszystkie najlepszego!

Tekst [w] sieci. Refleksje.

Konferencja Tekst [w] sieci już za nami. Dyskusje toczyły się przez cztery dni, najpierw w Pałacu Tyszkowskich na Krakowskim Przedmieściu a poźniej w siedzibie Gazety Wyborczej. Patronująca konferencji sieć miała wiele imion: internetowa, społecznościowa, wirtualna. Oglądano ją z perspektywy wielu pokoleń i różnorakich tytułów przed nazwiskiem.

Jako, że wpis ów jak najbardziej autorski, opowiem tu tylko z autorskiej perspektywy: dwóch sal budynku przy Czerskiej. W sali pierwszej (cztery sesje w trzech salach!) miałem okazję usłyszeć Alka Tarkowskiego mówiącego o sieci tekstu z punktu widzenia jak najbardziej nieliterackiego, co dla literaturoznawcy i dochodzącego ludologa okazało się powiewiem świeżego powietrza. Jeszcze bardziej odświeżające było wystąpienie Grzegorza D. Stunży o Sarmacji i innych państwach wirtualnych, których jest lub był obywatelem (a nawet, w przypadku Sarmacji, prezydentem).

Autorzy poruszający się po Techstach i okolicach skupili się na sieci cybertekstu, hipertekstu i liberatury, wypełniając drugą z trzech sal. Referaty Doroty Sikory, Agnieszki Przybyszewskiej, Emilii Branny i mój pojawiły się w dość spójnym bloku. Mieliśmy też zaszczyt być słuchani i przypierani do muru przez obecnych od początku do końca Zofię Ulicką i Tadeusza Komendanta. Tego szczęścia nie miały dwie pozostałe sale (czyżby tam groźba szerzenia cybertekstowej herezji była nie tak poważna? ).

Poziom szczegółu, zacięcie analityczne i propozycje nowych punktów spojrzenia na niejeden z problemów literatury ergodycznej zaskakiwały w artykułach Emilii. Doroty, Agnieszki. Długość dyskusji po każdym z nich świadczy sama za siebie. Mam nadzieję, że nie posunę się tu zbyt daleko, ale sądzę, iż w Warszawie dało się zauważyć coś, co możemy określać mianem polskiej szkoły cybertekstowej, lub co najmniej jej zalążka, reprezentującej wyraźne, coraz bardziej konsekwentne i ujednolicone spojrzenie na to, czym jest i czym może być tekst w sieci.

Podsumowując wystąpienia trzeciego dnia w sesjach poświęconych cybertekstowi, powieści hipertekstowe i liberackiej, zauważyła to także gospodarz konferencji profesor Danuta Ulicka. Oczywiście wiele jest do zrobienia: niemały chaos wciąż panuje na gruncie terminologicznym, warto publikować materiały w ogólnopolskich pismach akademickich aby dotrzeć do szerszego kręgu, jak najprędzej pisać doktoraty i wydawać książki, no i przede wszystkim: szukać wspólnego języka z literaturoznawcami, którym cybertekstowe zagadnienia są obce.

O wspólny język i wzajemne zrozumienie nie jest oczywiście łatwo. I mieliśmy tego kilka przykładów podczas każdorazowej wymiany opinii pomiędzy referatami. Wiele dzięki temu można było się nauczyć, za co organizatorom konferencji jestem wdzięczny, podobnie jak większość zainteresowanych.

Ĺťałuję tylko, że nie mogłem uczestniczyć we wszystkich konferencyjnych sesjach w ciągu wszystkich czterech dni. Z chęcią wysłuchałbym wystąpień Marka Adamca („Tekst w sieci, mity i realia”) Ewy Szczęsnej („Poetyka tekstu internetowego) Anny Krajewskiej („Tekst w działaniu”), Danuty Ulickiej („Bachtinowska koncepcja tekstu – sieci i tekst Bachtina w sieci”), Piotra Dobrowolskiego (o hipertekście teatralnym), Dariusza Śnieżki (grafomania w internecie), czy Joanny Frużyńskiej (o modelach spójności w „narracjach hipertekstualnych”). A to tylko ułamek z około 80ciu wystąpień.

Na szczęście zdecydowana większość z nich znajdzie się w pokonferencyjnej publikacji, przygotowywanej przez Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, które mają na swoim koncie między innymi „Język nowych mediów” Lva Manovicha.