Techsty – forum

Po dwóch latach od zniknięcia starego, dobrego forum, Techsty zapraszają do nowego miejsca spotkań, rozmów i ogłoszeń. Nowe forum Techstów zostało dziś w pełni upublicznione i – miejmy nadzieję – z dnia na dzień będzie na nim coraz tłoczniej. Na razie całość podzieliliśmy na cztery fora: „ogólne”, „znalezione w sieci”, „wydarzenia”, oraz „narzędzia hipertekstowe” (nazwane przez Andrzeja Pająka tekstyliami). Z pewnością warto dodawać kolejne, zapraszamy do podsyłania sugestii. Najważniejszy jest jednak na forum wasz własny, drodzy czytelnicy, udział. Forum to doskonałe miejsce na komentowanie tego, co prezentowane jest w działach aktualności, magazyn i hipertekst (w tym ostatnim, wbrew wciąż dzieje się niemało… Na razie najczęściej odwiedzaną dyskusją (od ostatnich 20 godzin) jest wymiana spostrzeżeń na temat hypertextopii – nowego narzędzia do nielinearnego pisania w sieci i tworzenia mapy swojego tekstu.

Nowe forum oparte jest na technologii phorum a nie na tradycyjnym phpbb, które jest mało przyjazne modyfikowaniom, o standardach nowoczesnego web design nie wspominając. Będzie zatem raczej pięknieć niż brzydnąć. Razem z Elektroblogiem, forum czeka też wkrótce bliższa intergracja z całością Techstów. Sam Elektroblog już wkrótce częściowo zmieni nazwę, przestanie też być blogiem jednego autora, podobnie jak „aktualności” i „forum”. Tyle o zmianach.

Zapraszamy do dyskusji na forum!

Święta trójca

Od kilku dni w Tate Modern w Londynie trwa wystawa „Duchamp, Man Ray, Picabia”, na której gołymi oczyma zobaczyć można, i własnymi palcami dotknąć, niemal 180 obrazów, obiektów i instalacji trzech twórców, bez których trudno wyobrazić sobie współczesną sztukę. Veni, vidi…ale czy vici? Pamiętacie, jak Marek Hłasko przymierzał się kilkukrotnie do wejścia do Luwru i nigdy się to nie udało? Podobne poczucie paraliżującego onieśmielenia można mieć wchodząc na tę wystawę. Ale gdy się tam już jest wszystko to znika. Wielki Duchamp ze swoją wąsatą Moną Lisą, minimalizmem koncepcji anty-sztuki, brutalnie przedstawianymi „narzeczonymi” o wszelakich formach, metafizyczny, liryczny Man Ray, jego genialne akty i zakręcone rayografy, psychodeliczny Picabia ze swoimi kolorowymi trybami i zębatkami, stają się tu nagle na tyle bliscy, że wręcz wchodzimy razem na kumpelską stopę. Większość pomysłów i ich realizacji staje się tutaj czymś naturalnym, jakąś najbardziej właściwą konsekwencją tamtej sytuacji i tamtych czasów. Wydaje się wręcz, że my sami zrobilibyśmy to samo, co jest najpewniej anachronicznym złudzeniem…..

Pragnąc być wierni chronologii i ukazując ewolucję trójki bohaterów, kuratorzy wystawy pokazali też, pewnie niechcący, drugą stronę medalu: sytuację wyczerpania, w której Duchamp i jego koledzy znaleźli się po kilku latach awangardowego wzlotu. Powielanie własnych pomysłów nie jest oczywiście niczym złym i stanowi być może etap w twórczości każdego. Etap bardzo pouczający. Idąc dalej po linie czasu spotkać możemy Duchampa, Man Raya i Picabię grających w szachy. A ten pierwszy już przy nich pozostał….Co jest bardzo intrygujące, może nawet bardziej niż milczenie Adama Mickiewicza po roku 1834. O ile bowiem w Mickiewicza bym tu raczej nie wierzył, to naprawdę szkoda, że Marcel Duchamp nie żył w czasach komputerów osobistych. Z jednej strony były gry w szachy i zabawy słowne (jak najbardziej w duchu Oulipo), z drugiej, i to także na wystawie pokazano, fascynacja iluzjami optycznymi i nowymi mediami.

Najbardziej fascynującym, zwłaszcza z perspektywy sztuki cyfrowej, przykładem skrzyżowania się tych tendencji u Duchampa i Man Raya jest seria projektów Rotary Glass Plates(instalacje tylko po części zrealizowane, po części pozostałe w sferze koncepcyjnej aż do ostatnich lat, ta w Tate zrobiona została przez jedną z londyńskich akademii sztuk pięknych, niestety trudno o jakąś reprodukcję w sieci). Wywołującym u widza złudzenie trójwymiaru instalacjom, na które składały się zawieszone na ścianie, obrotowe grafiki przytwierdzone do gramofonowych spodków, niedaleko nie tylko do sztuki nowych mediów, ale także do komentarza i krytyki sztuki nowych mediów.

Wybornym akcentem na wystawie są materiały filmowe pokazujące czołowych dadaistów, ich wygłupy i wizjonerskie techniki filmowe, które dopiero po latach odkryje MTV. Wzorowym dodatkiem natomiast było towarzyszące wystawie stoisko z książkami i gadżetami. Tylu pozycji o dadaizmie i surrealizmie w jednym miejscu, tylu awangardowych koszulek, breloczków, pierścionków, plakatów…nie widziałem nigdy.

Na wystawie nie wolno było robić zdjęć. Zamieszczam zatem nieoficjalne zdjęcia szpiegowskie z telefonu, na którym udawałem, że notuję….Szkoda, że takich wystaw nie można jeszcze w całości oglądać w internecie.

Dialog blogowy o Storyspace

Pisarski dwugłos o narracyjnym potencjale programu Storyspace prowadzą na swoich blogach pisarze Steve Ersinghaus oraz Susan Gibb. Czytelnik ma tu niecodzienną okazję zapoznania się z warsztatem twórczym obu autorów, którzy na gorąco pokazują fragmenty swoich jeszcze nie opublikowanych powieści.

Najbardziej uderza w obu przypadkach świeżość spojrzenia na klasyczny program do tworzenia hipertekstowych powieści. Ersinghaus i Gibb podchodzą do Storyspace bardzo pragmatycznie: jest to narzędzie, które ma im pomóc w napisaniu lub dokończeniu już rozpoczętych przedsięwzięć. Okazuje się, że prawdziwie hipertekstowe środowisko potrafi wciąż zadziwiać, nawet w czasach web 2.0. Wystarczy bowiem, jak pisze Gibb, by dokument Worda, z gotową powieścią lub jej fragmentem, umieścić w Storyspace, by wkrótce utwór zaczął tam zapuszczać swoje korzenie, wypuszczać kiełki, rozwijać pędy, rozrastać się kłącze. Najważniejsze jednak, że po niemal 20 latach od swojej pierwszej wersji (dziś mamy wersję zaledwie 2.5) Storyspace wciąż potrafi trzymać takie kłącze w ryzach.

Dla Susan Gibb i jej pisarskich przedsięwzięć hipertekstowe środowisko Storyspace daje przede wszystkim szansę na swoiste powielenie dystrybucyjności znaczeń, na dostosowaniu powieści do kilku grup czytelników na raz. Ci niecierpliwi mogą podążać za akcją, ci co lubią detale i lubią sprawdzają prawdopodobieństwo postaci i fabuły, mogą z kolei czytać powieść dygresyjnie, ci z kolei, co nie chcą ani wartkiej akcji, ani detalicznych dygresji, mogą podążyć ścieżką poetyckiej prozy. W wydaniu drukowanym na taką heterogeniczność nie ma po prostu miejsca.

Steve Ersinghaus, autor napisanej już w Storyspace powieści Life of Geronimo Sandoval idzie jeszcze dalej. Na swoim blogu dzieli się on z czytelnikami nie tylko fragmentami swojej powstającej, nowej powieści. Podsuwa też pomysły na to, jak powinno wyglądać Storyspace przyszłości (bardziej otwarte, wieloplatformowe, bardziej przyjazne dla potrzeb publikacji internetowej). Miejmy nadzieję, że listę tych pomysłów Ersinghaus zaprezentuje publicznie, na forum konferencji Hypertext 08, i coś się z tego wykluje (Storyspace jako projekt open-source a nie dzieło jednego człowieka, który nie chce nad nim pracować).

Seria wpisów na blogach obu autorów obfituje w wiele naprawdę cennych, poczynionych z pierwszej ręki, spostrzeżeń na temat kształtowania fabuły w hipertekście, prowadzenia postaci, grupowania wątków, tworzeniu napięcia itp. Poruszane zostają nawet marginalne z pozoru problemy, które mogą być dla wielu z nas problemami o dużej wadze. Jak choćby wpis o tym, jak pojedynczy link wymusza zmianę treści w dwóch połączonych za swą sprawą leksjach, oczywiście pod warunkiem, że autor chce być konsekwentny i korzysta z artystycznego potencjału linku. Na ten problem z trudem natkniecie się w pisanych w duchu hip hip hura! rozprawach hipertekstowych lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych.
I to jest być może najbardziej optymistyczne.

Kultura Popularna – nowy numer

„O ewolucji net.artu w dobie YouTube i telefonów wideo” – mój artykuł z roboczym podtytułem „jak być artystą (nie tylko) internetowym według Marka Ameriki” ukazał się właśnie w najnowszym (1/08) numerze „Kultury Popularnej”. Drukowane pismo wydaje Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie, a jego redaktorem jest Wiesław Godzic. Redakcja pisma (m.in Barbara Giza, Mirosław Filiciak, Mateusz Halawa) nie polega tylko na sobie, lecz – wierna idei kultury 2.0 (niektórzy z redaktorów to współautorzy wpływowego blogu) – angażuje dziennikarzy obywatelskich, osoby które mają coś ciekawego do powiedzenia na blogach i prowadzonych przez siebie serwisach internetowych. Taka otwartość może tylko przynościć korzyści.

Pierwszy, tegoroczny numer „Kultury Popularnej” otwiera ankieta o kulturze 2.0 oraz blok poświęcony harvardzkiemu profesorowi Yochai Benklerowi, autorowi książki „The Wealth of Networks„, a w dalszej części między innymi Wojciech Józef Burszta o ksenogamiczności studiów kulturowych, Marta Klimowicz o naszej.klasie i znany czytelnikom Techstów Grzegorz Stunża o edukacji 2.0. Polecamy!

digital.prayer – zaproszenie

Na pokaz swoich prac, wydawnictw, projektów online zaprasza do Cafe Mięsna w Poznaniu poeta cybernetyczny Roman Bromboszcz.
Impreza jest biletowana i – dla zaproszonych gości – darmowa. Czytelnicy Techstów mogąÂ się dostać do mięsnej na hasło „scan voice”. Początek o 21ej. Polecamy. Szczegóły na załączonym plakacie.

Manipulacja dźwiękiem i dystorcja obrazu to nie jedyne hasła, które streszczają działalność Bromboszcza. Dodałbym jeszcze „zakażanie tekstu kodem”, na które się natykamy w projektach wykorzystujących słowo. O cybernetycznych poezjach Bromboszcza już z kilka dni – nieco więcej w Techstach.