Rzeczywistość wirtualna i sztuka

Jak wygląda i działa holodek i dlaczego przyczynił się do spadku popularności idei rzeczywistości wirtualnej? Jak długie są tradycje sztuki immersji i kim był enigmatyczny Myron W. Krueger? Na dużo więcej podobnych pytań staram się odpowiedzieć w odświeżonym, zrewidowanym, poprawionym dziale „wirtualna rzeczywistość, sztuka i hipertekst” serwisu Techsty (główne strony dostępne z działu hipertekst, którego VR jest częścią).

Kilka odsłon dawnych rozważań o VR i cyberprzestrzeni (całość pisana była w 2002 roku) zostało całkowicie usuniętych, dodano kilka nowych, pojawiają się też ilustracje. Zapraszam – tego nie przeczytacie w Wikipedii (pl).

Oto lista nowych oraz poprawionych stron:

wirtualna rzeczywistość

cyberprzestrzeń

immersja

instalacje Myrona Kruegera

holodek

projekt CAVE

projekt Screen

cechy i rodzaje wirtualnej rzeczywistości

wirtualność

model matrycy

Przy okazji znów można się przekonać jak ważne dla rozwoju idei Rzeczywistości Wirtualnej okazała się koncówka lat sześćdziesiątych: już wtedy Myron W. Krueger zaczął wystawiać swoje instalacje artystyczne, które zainspirowały później nie tylko twórców modelu CAVE, ale być może także autorów Startreka i holodeku. Coż było takiego w przeciągu tych kilku krótkich lat na przełomie siódmej i ósmej dekady, że pojawiło się tam tyle inspirujących pomysłów? Czy było to „lato miłości”, nadmierna konsumpcja środków halucynogennych, pierwsza fala wschodniej duchowości czy klasyczne albumy, które wytyczyły historię rocka?

Ĺťywe mapy hipertekstu

J.Nathan Matias umieścił właśnie w sieci hipertekstową wersję swojego wykładu Tragedy in Electronic Literature. Dzięki programowi Spatial Hypertext Publisher Matias udostępnia czytelnikom mapę całego wykładu, z przestrzenną wizualizacją poszczególnych segmentów wystąpienia, linkami do zawartości multimedialnej i do slajdów. Klikamy na zamieszczony na mapie prostokąt, pojawia się tekst z jego zawartością oraz listą linków prowadzących do i od czytanego fragmentu. Ponadto mapę takę można przybliżać i oddalać.

Wykład Nathana Matiasa przygotowany został w programie Tinderbox, który do tej pory nie dawał łatwo przekładać swoich przestrzennych możliwości na warunki sieciowe. Jego Spatial Hypertext Publisher przełamuje ten impas. Przykład: napisałem w Tinderboxie i opublikowałem artukuł Redefinicje hipertekstu. Z czytelnikami mogłem się podzielić jedynie nieinteraktywnym ekranowym zrzutem z mapy mojego hipertekstowego eseju. Mapa Matiasa nie jest już plikiem .jpg ale aktywną aplikacją sieciową, która wprowadza Tinderbox w nową epokę. Na dodatek angielski badacz hipertekstu wyśmienicie wykorzystał swoją dynamiczną mapę w trakcie wykładu. Udostępnił on ją swoim studentom, którzy na bieżąco mogli śledzić tok myślowy wykładowcy, odniesienia historyczne i kulturowe do każdego z fragmentów wykładu, a także oglądać zlinkowane z materialami wykładowymi materiały filmowe. Oczywiście każdy ze studentów musiał mieć dostęp do podłączony do sieci komputera.

Niestety Spatial Hypertext Publisher działa tylko z programem Tinderbox i nie pozwala, jak byśmy być może chcieli, na tworzenie własnych map hipertekstowych online, co stanowiłoby rozbudowaną, bardziej hipertekstową wersję aplikacji MindMeister, z której korzysta redakcja Techstów. A Tinderbox to program, za który musimy zapłacić 200 dolarów i działa on niestety tylko pod platformą Mac OS X.

Chętni, którzy zapalą się do idei żywej mapy hipertekstu mogą jedakże wypróbować Spatial Hypertext Publisher ściągając demo programu Tinderbox ze stron Eastgate Systems.

Sepulchre – nowy blog Kate Mosse

Kate Mosse – autorka sprzedanego w liczbie 40 milionów egzemplarzyLabiryntu, wydała swoją nową powieść – Sepulchre. Podobnie, jak w przypadku Labiryntu, nowej powieści Mosse, towarzyszy blog, otwarty na pół roku przed publikacją i wprowadzający nas w świat „Grobowca” i jej autorki kilkoma drzwiami.

Po pierwsze, na blogu sepulchre.co.uk przybliżeni są nam bohaterowie powieści, miejsca, w których rozgrywa się akcja, oraz inspiracje, jakimi kierowała się Kate Mosse. Obecność dwóch pierwszych elementów jest ściśle związana z codzienną, zawodową działalnością Mosse, która wraz ze swoim mężem prowadzi kursy „creative writing”. W ich spojrzeniu na tworzenie powieści kreacja bohaterów odgrywa kluczową rolę. Sama Kate nierzadko zresztą mówi o tym, że to bohaterowie prowadzą jej fabułę w takim, a nie innym kierunku, a jej kształt nie był ani w przypadku Labiryntuani w przypadku Sepulchreokreślony z góry.

W blogu SepulchreMosse odkrywa kolejne tajemnice swojego warsztatu: przy tworzeniu postaci pomagały jej karty Tarota. Nie działo się to w czysto mechaniczy sposób, wystarczył jednakże prosty algorytm kontrastu, by podsuwane przez karty charaktery nabierały głębi. Powieściowe lokacje, wybór czasu to z kolei czynniki, na których zasadza się „koloryt lokalny” powieści, jakby powiedział Walter Scott. Akcja toczy się na dwóch planach czasowych: w dziewiętnastowiecznym Paryżu i współcześnie.

Trzonem blogu jest jednak po prostu blogowanie: cotygodniowe, odautorskie wpisy, dotyczące nie tylko Sepulchre, ale całego kontekstu w którym powieść powstaje, jest wydawana, i doczekuje się swoich pierwszych czytelników, wrażeń i recenzji. I tutaj Kate Mosse pokazuje prawdziwą klasę: jej sposób blogowego pisania jest tym, czego oczekiwaliby teoretycy i (pierwsi) praktycy tej formy, chociażby Mark Bernstein i jego wciąż nie przetłumaczone na polski „Dziesięć wskazówek pisania w sieci” (kiedy to zrobisz, Grzegorz? ;).

Dla miłośników inteligentnego historycznego kryminału, lub współczesnej odmiany powieśi gotyckiej blog autorki jest przedłużeniem świata Sepulchre oraz nieocenionym źródłem wszelkiego rodzaju triviów, komentarzy i informacji metatekstowych. Po drugie blog Mosse to niezły przykład miejsca w sieci, które chce się czytać: jest to pisarstwo osobiste, wprowadzające nas w pewien konkretny świat, którego w pewnym sensie stajemy się, lub możemy stać się, częścią (co chwilę pojawiają się zachęty w stronę czytelników, prośby o odzew, komentarz, jest nawet konkurs na opowiadanie). Last but not least, blog Mosse spełnia także wszelkie wymogi profesjonalnego, nowoczesnego, wielokanałowego (patrz – H. Jenkins) marketingu.

Dla mnie najważniejszy jest ten drugi aspekt, fakt, że na czytanie blogu autorki Sepulchre mogę poświęcić nieprzeciętnie długo czasu. Co sprawia, że tak się dzieje? Czym jest to coś, co pozwala nam łatwo przełamać bariery nie sprzyjającego lekturze ekranu?

Life in the Garden

Stworzenie dzieła, którego ogniwa beda na tyle modularne, że pojedyncza strona moze byc zarówno strona poczatkowa, srodkowa, jak i koncowa? Takie były założenia wczesnej teorii hipertekstu. Zalozenia na wyrost. Istnieje jednak utwor, i to w formie drukowanej, ktory w duzym stopniu spełnia te wymagania. Life in the Garden. A Deck of Stories Erica Zimmermana i Nancy Nowacek to zestaw kilkudziesieciu luznych stron, ktorych kolejnosc czytelnik układa według własnego uznania. Cały tekst osnuty jest wokoł biblijnego mitu o wygnaniu z raju. Pojedyncza kartka, ktorej zawsze towarzyszy symboliczna ilustracja, moze sie skladać z jednego lub kilku wersów, najdluzsze stronice maja po dwa, trzy zdania. I – sądząc po kilku przykładach, do których miałem dostep – poszczegolne fragmenty rzeczywiscie pasują do siebie w każdej konfiguracji.

Jakim cudem się tak dzieje? Zimmerman zdał sobie sprawę z tego, że jego powodzenie leży w czytelnikach, w ich szerokiej, lekturowej kompetencji, w znajomości kontekstu podsuwanej im historii. Dzięki temu czytelnikom łatwo będzie wypełniać luki znaczeniowe istniejące pomiędzy fragmentami. Kluczem okazał się temat: znane niemal każdemu, uginające się pod ciężarem znaczeń i odniesień„, wygnanie z raju. Poprzez wpisanie się (swoich opowieści) w świat, który już istnieje, autorzy wykorzystali w pracy tego dzieła przypuszczalne zasoby wiedzy czytelnika, i zdali się na jego osobiste znaczenia, które wnosić on będzie w opowieści Life in the Garden. Stąd duża spójność dopasowywanych przez czytelnika kartek.

Czy eksperyment ten udałby się na ekranie komputera? W formie cyfrowej? Eric Zimmerman stanowczo zaprzecza. Czytelnik Life in the Garden musi mieć bowiem cały mikro fabularny system dzieła w zasięgu dłoni, musi dotykać i przetasowywać strony, i cały ten rytuał, dodając magii lekturze, jest przy niej niezbędny.
Lektura cyfrowego Life in The Garden> uczyniłaby z użytkownika zaledwie obserwatora zręcznie wykonanej, losowo generowanej historii, nie miałby on poczucia wytwarzania nowych znaczeń, które jest celem tej przedziwnej książki.

Daleko stąd jak widzimy od eksperymentalnej Composition no 1 Marka Saporty. Ideą utworu Zimmermana jest łączliwość i generowanie znaczeń, stworzenie czegoś, co będzie dużo większe niż zwykła suma swoich części.

Niestety Life in the Garden, napisana w roku 2000, wyszła już z druku, nie wiadomo też kiedy i czy w ogóle ponownie znajdzie się na półkach. A byłaby świetnym gwiazdkowym prezentem.