Dobrodziejstwa e-booka

Abdul Kassem Ismael – perski wezyr z X wieku, zwykł nie ruszać się nigdzie bez swojej złożonej ze 117 tysięcy tomów biblioteki – jak podaje wieść gminna za Moją historią czytania Alberto Manguela.

Wezyr jak to wezyr mógł sobie na wiele pozwolić. Za każdym razem, gdy wyruszał w drogę, całą bibliotekę zabierał ze sobą na 400 wielbłądach. Aby ułatwić pracę bibliotekarzom, którzy na żądanie wezyra musieli jak najszybciej dostarczyć mu dany tytuł, wielblądy zostały nauczone marszu w porządku alfabetycznym. Za kilkunastoma wielbłądami na „a” maszerowały zatem wielblądy z książkami na literę „b”, i tak dalej i tak dalej.

117 tysięcy książek, nawet w ilustrowanym, ciężkim formacie pdf, zmieści się dziś w dobrze wyposażonym laptopie (dysk o 160 gigabajtach powinien wystarczyć, jeśli nie, zawsze można zabrać ze sobą 500 gigabajtowy dysk zewnętrzny”. Cena całości – kilka tysięcy złotych.

Za takie udogodnienie, dziesięć wieków temu, możni tego świata, oddaliby nam spore połacie swoich królestw, lub tysiące skromnie ubranych tancerek…

Postprodukcja

Idea postprodukcji może wydać się podejrzana dla tych, którzy przesiedzieli godziny w bibiotekach odrabiając zadania domowe z intertekstualności i palimsestowości literatury. Czy nie jest ona bowiem innym, kartograficznym w swej naturze, spojrzeniem na relacje intertekstualne? Relacyjność zdaje się tu być przeniesiona na mapę (kartografia i topologia to jedne z ulubionych perspektyw Nicolasa Bourriauda). Czy Bourriaud nie pomija tu przypadkiem całego dorobku teoretycznego Kristevej czy Gennete’a? Czy jako odkrywcze idee jego uzna czytelnik prac Janusza Głowińskiego? Na razie nie będę się stanowczo w tej kwestii wypowiadał. Sami osądźcie.

Waldemar Pranckiewicz – wioskuję z wyników śledztwa, które zleciłem Panu Google – wydaje się jedynym Polakiem (obecnym online), który przeczytał „Postprodukcję” Nicolasa Bourriauda. Dlatego oddaje jemu głos

Postprodukcyjnymi praktykami są mutacje wcześniej istniejących prac. Remake. Powtórka. Bourriaud podaje jako przykład video Fresh Acconci, w którym Mike Kelley i Paul McCarthy rejestrują aktorów i modeli interpretujących performance Vita Acconciego. W tym nurcie mieszczą się też niektóre prace takich artystów jak Douglos Gordon (zapętlający fragment filmu Hitchcocka), czy Sherrie Levine (tworząca replikę Duchampa).
Postprodukcyjnymi praktykami są ponowne użycia historycznych stylów i form, które to stylistyki konfigurują artyści według własnych preferencji. Felix Gonzales-Torres wykorzystuje formalne słownictwo minimalizmu i anty-formy by wyrazić własne polityczno-historyczne wątki.
Maurizio Cattelan wystawia płótno malarskie, z wyciętą na powierzchni literą Z, przypominającą cięcie szablą Zorro, przy czym forma pracy łudząco przypomina cięte płótna Luciana Fontany.
„Artyści bardziej programują dzisiaj formy, niż komponują je: zamiast transformować surowe materiały (czyste płótna, glinę, etc.) zajmują się remiksowaniem dostępnych form, tworzeniem poprzez użycie danych.” Kiedy Rirkrit Tiravanija oferuje użycie struktury, w której serwuje jedzenie, nie oznacza to, iż konstruuje on performance, on używa formy performance.
I to użycie jest istotniejsze, nie forma.

Jeśli „użycie” nie jest formą „cytatu struktury”, a programowanie, remiksowanie dostępnych form, jest zasadniczo rożne od „cytowania” i aluzji jako form (koniecznego) odniesienia się do już istniejącego otoczenia to postprodukcja ma szanse bycia koncepcją nośną i przydatną. Jeśli nie bardzo łatwą będzie można ją uznać za nic innego niż dwudziestopierwszowieczną, zawoalowaną mutację dziewiętnastowiecznej wpływologii.

Mark Amerika przetacza postprodukcje na nieco inne tory – refleksji autotematycznej, ontologii procesu twórczego. Oto jedna z ostatnich refleksji profesora Vidżeja, sama w sobie będąca posprodukcyjnym efektem napotkania myślowych ready-made’ów Roberta Smithsona i Jeana Cocteau (W postprodukcyjny materiał wyjściowy zamienia się samo rozumienie postprodukcji przez Bourriauda):

Artysta nieświadomie wizualizuje fikcję chwili; jednocześnie czas wciąż stara się proces ten nadgonić, tak by i artysta i fikcja stali się częścią przeszłości. Jeśli się to czasowi uda, wówczas wchłonie on w siebie i zneutralizuje ich twórczo zwizualizowane fikcjonalne stawanie się, czyniąc i artystę i fikcję nie na miejscu, chyba że będą oni w stanie intuicyjnie postprodukować (w sensie remiksologicznym zadomowić się) w jeszcze jednej wersji tej powstającej na bieżąco przestrzennej praktyki.

Czym jest zatem postprodukcja? W przypadku Ameriki jest ona zabarwiona osobistym aspektem przetwarzania gotowych kulturowych danych (idei), ich przywłaszczeniem, chęcia doświadczenia, oraz chęcią podzielenia się tym doświadczeniem. Z tym, że „ja” nie jest tu „ja” gombrowiczowskim. Jest jakością podejrzaną, zmienną, potrafiącą się multiplikować, a zatem – nie bądącą niczym trwałym, być może zatem w ogóle nie istniejącą….

c.d.n

Bourriaud – teoria sztuki dla nowych mediów

Nicolas Bourriaud – francuski kurator i krytyk staje się coraz jaśniejszą gwiazdą na firmamencie współczesnej teorii sztuki (w szczególności) i kultury (w ogóle). Jego nazwisko napotykam coraz częściej w swoich przechadzkach po sztuce współczesnej, nie tylko tej cyfrowej i interaktywnej. Warto się zatem przyjrzeć temu, co sprawia, że myśl kuratora paryskiego Palaise de Tokyo jest aż tak atrakcyjna i wkrótce zapewne będzie cytowana tak nagminnie jak idee wciąż modnych patronów Bourriauda (Debor, Foucault, Baudrilliard, Deleuze, Guattari).

Zasadniczą zasługą młodego (42 lata) kuratora wydaje się po pierwsze przeniesienie języka cyfrowych mediów na opis zjawisk współczesnej kultury, a po drugie włączenie zjawisk cyfrowej sztuki do opisu współczesnej kultury.

Główne książki Bourriauda to „Formes de vie : L’Art moderne et l’invention de soi” (1999), „Postproduction: Culture as Screenplay: How Art Reprograms the World” (2000) oraz „EsthĂŠtique relationnelle” (2002).

Tradycyjne rozumienie „sztuki” dla Bourriauda to nic więcej niż semantyczna pozostałość po narracji klasycznej historii sztuki (malarstwo, rzeźba, architektura jako część tej narracji). Dziś musimy o niej mówić inaczej. Sztuka to aktywność, której celem jest tworzenie relacji ze światem za pomocą znaków, form, działań i obiektów.

Słowa kluczowe w myśli Bourriauda to „estetyka relacyjna” oraz „postprodukcja” (no i oczywiście „kapitał”…). Estetyka relacyjna oznacza wartościowanie dzieł na podstawie reprezentowanych, wytwarzanych, lub prowokowanych przez nie międzyludzkich relacji. Sztuka relacyjna to praktyki które biorą za swój teoretyczny i praktyczny punkt wyjścia nie indywidualną, niezależną i prywatną przestrzeń, ale sferę relacji międzyludzkich i ich społecznego kontekstu. Bourriaud widzi też zacieranie się granic pomiędzy wytworem a odbiorem. Dzięki współczesnemu otoczeniu medialnemu i hiperspecjalizacji funkcji społecznych artystą staje się każdy kto coś „pokazuje”, a sztuka przybiera formy skondensowane, kompaktowe:

Pomiędzy interaktywnymi wideo dyskami, CD-romami, bardziej nawet zorientowanymi na multimedia konsolami do gier i maksymalnym wyrafinowaniem miejsc masowej rekreacji: dyskotek i parków tematycznych, zmierzamy w stronę kondensacji czasu wolnego w ujednoliconych formach, w stronę sztuki kompaktowej. Gdy dostępne już staną się CD-romy o wystarczającej autonomii [sic!], książki, wystawy i filmy będą miały konkurenta w takiej formie wyrazu, która jest dużo bardziej wszechstronna i prowokująca do myślenia, i która sprawia, że pismo, obraz i dźwięk przybierają nowe formy i zaczynają funkcjonować w nowych kontekstach. (Relational Arts)

Posprodukcję z kolei rozumieć należy jako modus operandi wielu współczesnych artystów, począwszy od Duchampa i dadaistów. Po tym jak w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zdemokratyzowano komputery i pojawiły się techniki samplingu, wyłoniła się nowa kulturowa konfiguracja. Według Bourriauda, jej emblematycznymi figurami stał się programista, DJ i internauta. Didżejowanie zostaje wyabstrahowane przez Bourriauda i przełożone na na ogólną praktykę artystyczną końca XX i początku XXI wieku. (są to, pozostańmy głównie przy terminach angielskich: crossfading, pitch-control, rapowanie/MCingowanie, wycinanie, plejlisty).

Oprócz Duchampa, praktyka postprodukcji czerpie wiele z praktykowanego przez sytuacjonistów detournement, nie wspominając już Lettrystów, którzy byli przed nimi. Artyści postprodukcji „reedytują historyczne i ideologiczne narracje, dodając nowe elementy, i układają je w alternatywne scenariusze”. Co równie ważne – artyści postprodukcji wychodzą z nową wizją przestrzeni wystawienniczej jako miejsca kohabitacji, sceny otwartej, sytuującej się gdzieś pomiędzy dekoracją, planem filmowym, a centrum informacyjnym.

Tyle jeśli chodzi o streszczenie kilku idei Nicolasa Bourriauda. Przykładów artystów, sposobów prezentowania i rozumienia sztuki, tak ją ją chce rozumieć francuski kurator jest wiele. Weźmy chociaż najbliższy i niedawny: wystawę Mobile Art Video Classics Marka Ameriki, o której pisałem w Techstach. Miejmy nadzieję, że książki Bourriauda szybko zostaną przetłumaczone na język polski. Póki co – polecam znaleziony w sieci esej Waldemara Pranckiewicza, inspirowany książką „Posproduction” o streszczający jej najważniejsze idee.

Podwójna śmierć jabłka. Moje przygody ze sprzętem Apple.

Komunikat Kernel PanicPo dwóch latach od zakupu mój mały laptop iBook odmówił posłuszeństwa. Sprawa poważna i nie do naprawienia: wynika z dyskusji na forach internetowych i z doświadczenia innych użytkowników. Karta bezprzewodowego internetu ześlizguje się ze swojego slotu, powodując przegrzewanie się płyty głównej i nieustający restart, poprzedzany słodkim i złowieszczym komunikatem „Kernel Panic”. Obudzenie komputera po jednym restarcie może trwać godziny. Apple nie przyznaje się do wady konstrukcyjnej tej właśnie serii iBooków, choć sąd konsumencki w Danii wyraźnie tę wadę wykazał i do przyznania się Appla do wady zachęcił. Nie mam już gwarancji, więc wymiany także nie będzie.

Po półtora roku od zakupu nagła śmierć spotkała także mojego iPoda – najsłynniejszy produkt Appla. „Mechanizm zapłonu” ewidentnie nie styka, wskazując w odwecie na baterie, jako powód niemożności odpalenia, i serwując ku pocieszeniu ikonkę jabłka na dynamicznym tle pełnym szumów, pasków i nagłych wygaśnięć.

Wszystko razem kosztowało sześć tysięcy złotych, z którymi trzeba bedzię się z tym tysiącem pożegnać. Zgadnijcie, gdzie pobiegnę po nowy sprzęt….Jeśli chcecie porady mogę dać tylko jedną: zawsze, ale to zawsze, trzeba kupować przedłużoną gwarancję na sprzęt przenośny (Apple Care – 3 lata gwarancji, można je wykupić tuż przed końcem zwykłej, rocznej gwarancji)

Powstaje pytanie o zwrot inwestycji. Gdy przyjaciel Irek kupił swojego dwunastocalowego PowerBooka, pracując w tym czasie jako programista w ogólnopolskiej, porządnej firmie, już po czterech, pięciu miesiącach mógł powiedzieć, że kompter zwrócił się. Jak to jednak przeliczyć na działalność humanisty? Na zapsutym już iBooku napisałem kilka artykułów i około setki wpisów na Techsty, wyprodukowałem kilka literackich projektów sieciowych, napisałem kilakset mejli i kilkanaście tysięcy linijek kodu css i html. Czy ktoś kupiłby to za pięć tysięcy? Czy dwa lata pracy komputera automatycznie świadczą o zwrocie inwestycji? Czy odpowiedzią może być ta, która przyszłą niedawno w całkiem ironicznej formie? „Czy to pan i czy nadal robi pan Techsty?” – słyszę w słuchawce głos pracownika agencji z londyńskiego Canary Wharf, który proponuje mi pracę w Dubaju? Ironia polega na tym, że oferta ta nie ma raczej nic wspólnego z merytoryczną warstwą całej wymienionej wyżej działalności na martwym już iBooku. Głos w słuchawce mówił po angielsku. Domeną techstów jest niezrozumiała na globalnym rynku polszczyzna.

Biblioteki w „Second Life”

Info Island – wirtualna biblioteka w „Second Life” doczekała się bardzo ciekawej, polskiej recenzji na blogu Biblioteka 2.0. Stanowiska informacyjne, wyposażone nie tylko wirtualne ekrany dotykowe, ale w awatary bibliotekarzy, którzy – jak rozumiem – mogą z nami podsykutować na temat poszukiwanych książek, Kącik Porad Czytelniczych, plakaty informujące o wydarzeniach kulturalnych w bibliotekach rzeczywistych, które przystąpiły do projektu Info Island – to tylko niektóre z atrakcji tego przedsięwzięcia.

Agnieszka Koszowska, autorka relacji z pobytu w bibliotece Info Island ( i większości wpisów na blogu Biblioteka 2.0) wspomina też o pomyśle zorganizowania w „Second Life” konferencji polskich bibliotekoznawców. Niestety – jak można się domyślać – na razie do niej nie doszło, a wzmianki o polskich inicjatywach bibliotekoznawczych w „Second Life” spotykają się na razie z chłodnym oddzewem. Prawdopodobnie najlepszym pomysłem na początek jest wspomniane przez Koszowską nieformalne zebranie, na którym z chęcią sami się pojawimy.

„Second Life” już teraz przerosło chyba oczekiwania swoich twórców ( 9 milionów użytkowników). Ilość całkiem niebanalnych przedsięwzięć w wirtualnym świecie jest nieograniczona. Paul Sermon na konferencji Disruptive Narratives w Londynie, prezentował swoją własną galerię w „Second Life”. Projekty, które tam zamieścił są jak najbardziej oryginalne, i traktowane przez niego na równi z pracami, które prezentuje w realnych galeriach. Kwestia finansowa została podczas jego prezentacji przemilczana, jednak w kuluarach można się było dowiedzieć, że brytyjski artysta znalazł się w Second Life i zamieścił tam swoje prace dzięki sponsorom. Udało mu się także sprzedać kilka swoich instalacji w Second Life. A Linden dolar obowiązujący po drugiej stronie ekranu, jest walutą jak najbardziej wymienialną na rzeczywisty pieniądz. Obecność w Second Life nie kończy się zatem na aspekcie promocyjnym, jeśli już patrzymy na nią pod względem czysto utylitarnym (nie bacząc na aspekt społecznej i kulturalnej wymiany). Czy może istnieć lepsza zachęta do wejścia na „drugą stronę ekranu”? I to nie tylko dla bibliotekarzy, ale i artystów, kuratorów, i krytków?

Po długich, dość konserwatywnych w swej naturze, wahaniach (na które złożyła się też, bazująca na oczywistym micie, niechęć wobec „eskapizmu”) czas chyba, aby i Techsty pojawiły się w „Second Life”. A zatem – do zabaczenia wkrótce, na tropikalnej wyspie Literatury Cyfrowej – Techsty.

Miejmy tylko nadzieje, że ceny malutkich wysepek nie osiągnęły jeszcze nieprzyzwoitego pułapu….

Archiwa Aktualności

Kto wyciągnął spod ziemi „Rękopis znaleziony w Krzeszowicach”? Ktorego dnia ujrzał światło dzienne blog kumple.blog.pl? Jaki był pierwszy news, którym podzieliliśmy się z wami w wiadomościach Techstów? Na te i inne pytania można od dziś odpowiadać sobie dzięki uruchumionemu właśnie archiwum aktualności techstów (linki w pasku bocznym i pod tekstem strony „Aktualności”).

Dział informacyjny ruszył w Techstach na początku roku 2003, tuż po uruchomieniu magazynu Techstów i tuż po publikacji przez Rabid ważnej dla badań nad literaturą i nowymi mediami w Polsce książki „Liternet” pod redakcją Piotra Mareckiego. Przez cały ten czas staraliśmy się śledzić przede wszystkim polskie inicjatywy „liternetowe”, staraliśmy się też trzymać rękę na pulsie i donosić o nowościach w świecie literatury cyfrowej w ogóle.

Wychodziło to nam raczej dobrze, ale z rożnoraką, czasem podejrzanie niską częstotliwością. Dziś aktualności są najchętniej czytanym i cytowanym na innych stronach działem Techstów. I z tej okazji, w prezencie, oddajemy do dyspozycji czytelników tę odrobinę przeszłości.

Miłej Lektury!