Jaka jakość blogów ?

W ostatnich tygodniach na scenie literacko-internetowej pojawiły się dwa wzbudzające kontrowersje artykuły. Pierwszym z nich jest podparta mocnymi argumentami (wykresy, tabele) odezwa Jakoba Nielsena „Piszcie artykuły a nie blogi”. Drugim artykuł „Zagubiony w Blogosferze” Svena Birkertsa. Pierwszy z panów to guru z dziedziny „usability”, znany od początku istnienia internetu propagator czytelności, zwięzłości, i dostępności materiałów wrzucanych do sieci. Drugi autor kojarzony jest m.in ze swoją książką „Elegie dla Gutenberga”, w której bronił kultury książki drukowanej przed zakusami elektronicznych literatów.

I Birkerts i Nielsen w swoich ostatnich wystąpieniach wypowiadają się temat blogów i blogowego pisarstwa. Ma ono dla nich jedną wspólną cechę: jest czymś podrzędnym wobec tradycyjnie dystrybuowanej wiedzy (w postaci fachowych artykułów, książek i recenzji). Bierkets porównuje wewnętrzne struktury życia literackiego (omówienia i recenzje ksiażek dystrybuowanych w druku) ze strukturami życia literackiego w sieci, w postaci komentarzy na literackich blogach.

[w przypadku blogów] w sposób niepokojąco łatwy ześlizgujemy się w kaskady treści, w wężowisko stron i postów, w których każdy sznureczek tekstu chwyta za ogon kolejny tekst, przy czym cała ta progresja i regresja zamienia się w sytuację bez wyjścia, która jest czymś zupełnie nowym pod słońcem.

Zdecentralizowanej sytuacji opartej na blogach krytyki literackiej, z jej rozmnożeniami i rozproszeniami, Birkerts przeciwstawia opartą na określonym kulturowym centrum krytykę literacką w druku, bazującą na pewnym myślowym i artystycznym kanonie, jego wyznaczonych przez tradycję autorytetach, twórcach i arbitrach. Ta kultura, ta tradycja, ten kanon i te autorytety – w dobie rozszerzającej się blogosfery – giną. Autor „Elegii dla Gutenberga” widzi ewidentne korzyści blogowego stylu krytyki literackiej. Jest ona bardzo często oddolna, samo-regulująca się, niezależna od właściwej dla kultury druku (w postaci czasopism) zależności rynkowych (promowanie dużych, sprawdzonych wydawnictw, lub domów wydawniczych spokrewnionych kapitałowo z daną gazetą). Jednocześnie jednak odmawia przyznania blogosferze opiniotworczej wartości. Głos Birkertsa jest głosem ciekawym, i wartym nasłuchu, zwłaszcza, że pobrzmiewa w nim owa elegijna, trochę sentymentalna nuta, tęsknota za starymi dobrymi czasami. Zgadzać się natomiast z Birkertsem można ale też nie trzeba.

Co innego z Jakobem Nielsenem, który – niczym pani w przedszkolu – przez wiele lat uczy nas i napomina, jak prawidłowo prezentować treść na stronach internetowych, jak prawidłowo pisać blogi, oznaczać linki, itp., itd. Nielsen w swoich rozważaniach na temat jakości postów na blogach idzie jeszcze dalej i ostrzega: jeśli chcemy wzbudzić wśrod naszych czytelników (a ściślej – klientów) szacunek i prezentować im jakość, lepiej jeśli zapomnimy o krótkim poście na blogu – formie, która zdominowała internet pierwszej dekady XXI wieku. Jakość, według Nielsena, uzyskać można tylko w dogłębnym artykule. Eksperci piszący blogi bardzo szybko przestają być widoczni jako eksperci. Ich wpisy na blogach gubią się w setkach innych wpisów, wrzuconych do sieci przez pomniejszych ekspertów lub zupełnych laików, którym akurat zdarzyło się napisać coś na zbliżony temat.

Jak zatem dystrybuować jakość w informacyjnym zanieczyszczeniu środowiska sieciowego?

Nawet jeśli jesteś światowej klasy ekspertem, twój najlepszy post sytuować się będzie poniżej średniej, co negatywnie wpłynie na twoją markę. Jeśli jednak, wbrew moim poradom, zaczniesz pisać blog, przynajmniej czytaj uważnie swoje wpisy. Poczekaj godzinę lub dwie. Przeczytaj jeszcze raz. I nigdy nie wrzucaj na serwer czegoś co jest przecietne lub kiepskie. Nie przyczyniaj się do zanieczyszczania środowiska sieciowego poprzez publikowanie materiału, który nie wybija się ponad przeciętą jakość metariału innych ludzi.

Głos Nielsena odbił się szerokim echem po blogosferze. Tym razem mało kto się z nim zagadza. „Jakość na blogach jest możliwa i obecna” – twierdzą blogujący eksperci, począwszy od web-designerów a skończywszy na teoretykach hipertekstu. Trudno się jednak choć w części z Nielsenem nie zgodzić. Jakość na blogach bardzo łatwo stracić. Zwlaszcza wtedy, gdy nasze posty są niczym innym jak ogniwem częstych dziś procesji informacyjnych simulacrów, gdzie nie sposób odrożnić kopii informacji od jej oryginału, twórcy od kopisty, autorytetu od klakiera. Tu, i w zasadzie tylko tu, staję po stronie Birkertsa i Nielsena.

Wielkie mikro – opowieści

Robert Lacey- Great Tales from English History Wielkie Opowieści z Angielskiej Historii – trzytomowy zbiór esejów historycznych Roberta Lacey’a skutecznie odciąga mnie ostatnio od obowiązków naukowych i redakcyjnych. Wakacje rządzą się jednak swoimi prawami. Inteligentne, napisane z humorem, wciągające opowieści z historii Anglii, od czasów starożytnych aż po wiek XX, stanowią bardzo dobry przykład współczesnej narratywistyki historycznej. Lacey to współczesny Paweł Jasienica, z konieczną dziś świadomością medium i przeobrażeń w percepcji przeciętnego czytelnika.

Lacey stawia na narrację: dobrze opowiedzianą historię. Skondensowaną i treściwą. Każdy jej bohater przybliżony zostaje nam w detalach, osadzony w swoim kontekście, po czym wyjęty z niego i postawiony w nowym, dzisiejszym kontekście. Znajdują się tu nie tylko królowie, generałowie i politycy. W opowieściach Lacey’a znajdziemy także wszelkiej maści indywidualistów, a nawet dziwaków: pastorów, żeglarzy, rabusiów, innowatorów, których łączy jedno: wciąż żyją w zbiorowej świadomości i kulturze XXI wieku. Każda z mikro-narracji nie rozciąga się na więcej niż cztery strony.

Wzorowo rozwiązana została kwestia bibliograficznego zaplecza dzieła Lacey’a. Zgromadził on nie tylko dziesiątki adresów bibliograficznych i fizycznych (muzea, galeria) ale też bogatą listę adresów internetowych, których znalezienie w Google (kwestia jakości a nie ilości) zajęłoby nam wiele dni. I chodzi tu nie tylko o odniesienia do tekstów, ale też np. darmowych filmów historycznych).

Każdy z wydanych zaledwie rok temu trzech tomów Great Tales from English History kosztuje 15 funtów. W naszej księgarni cena ta spada do 5 funtów za tom. Jako pracownik płacę połowę tej sumy, czyli 2.5 funta. I jak tu nie być pożeraczem książek?

Nowy Magazyn Techsty !

Nowy, trzeci magazyn Techstów! Emanacyjna poezja Zenona Fajfera, hipertekstowe opowiadanie Przystanek a także dwugłos artykułów zapraszających do transmedialnego spojrzenia na współczesne gatunki to tylko niektóre z już teraz dość bogatej, a w następnych dniach i tygodniach, poszerzanej oferty magazyny.

Magazyn nr 3

Zapraszamy do dyskusji, podsyłania mejli z komentarzami (hiperteksty@wp.pl). Jeśli chciałbyś zaprezentować swoją twórczość lub przemyślenia teoretyczne w Techstach – nie ociągaj się lecz jak najszybciej odezwij.

Miłej Lektury

Redakcja Techstów