Respublika Autorów

Jest dziewiąta wieczór, stoimy na chodniku przed małą galerią, gdzie Mark Amerika prezentuje Mobile Phone Video Art Classics. Zaciągając się skręconym przed chwilą papierosem Magda, którą poznałem dwa dni temu, choć ona znała Techsty od dawna, mówi o Guattarim, Deleuzie i krytyce kapitalizmu. Ja wspominam o pierwszym tłumaczeniu Kłącza przez Tadeusza Komendanta z 1982 roku, które znalazłem w opasłym szarym tomie zapomnianego rocznika filozoficznego (z pewnością było to pismo „czerwone”). „Akurat nas, Polaków, mało powinna obchodzić krytyka kapitalizmu” – myślę, po czym jednak spoglądam za siebie, wgłąb galerii, gdzie dwie hiszpańskie DJki z sukcesem umilają nam wieczor, a projektor rzuca na ścianę ściągnięte przez Marka z youtube nagranie Salvadora Dalego występującego w amerykańskim Talk Show z lat 60tych. I nagle zmnieniam zdanie. To co akurat robimy tutaj nie jest bowiem niczym innym jak krytyką kapitalizmu w działaniu. Wszyscy jesteśmy tutaj dobrowolnie, z pasji, nikt nam za to nie płaci, i jeszcze dobrze się przy tym bawimy.

Sklepiki przy Teesdale Street - wykorzystane w filmie Przekręt, reż. Guy'a Ritchie, fotka z serwisu www.movie-locations.com „Gdybyśmy ten wernisaż robili w Nowym Jorku ludzie patrzyliby na nas bardzo podejrzliwie. Na czym oni tutaj zarabiają? – padałyby pytania” – powiedział mi Mark. Tutaj, na północ od Shereditch i na wschód od White Chapel na razie, na szczęscie, nikt się nie dziwi.

Teesdale Street na londyńskim Benthal Green gdzie jesteśmy, to krótka, skromna uliczka, jakiej wiele we wschodnim Londynie, nie wiedzieć czemu akurat tutaj postanowio nakręcić jedną ze scen filmu Przekręt. Za to Brendon – prekursor idei VJowania, który opowiada mi właśnie o swoim występie w Poznaniu, wygląda jak jeden z bohaterów filmu Gyu’a Ritchiego. Gorączka piątkowej nocy podnosi się.

Z chichoczącym Brendonem dołączamy do wycieczki po całym budynku, którą oprowadza rezydujący tu od tygodnia Mark. Jest z nami Neal – zaangażowany politycznie VJ, oraz Jody Zellen z Kaliforni, autorka Ghost City – klasyka w historii net.artu. Na parterze dwie galerie. E-vent skupia wokół siebie tworców niezależnych. Galeria obok jest przedsięwzięciem komercyjnym, częściowo finansującym życie budynku, przy – jak zrozumiałem – wolontariackim wkładzie mieszkańców bloku w niektore projekty.

Na piętrze pracownie. Jedna z nich studio Evy, performerki, opliteratki, oraz inne pracownie. Piętro wyżej obszerny pokój gościnny, niemal sala biesiadna: wielki stół, aneks kuchenno-barowy, duże okna – całość przypominająca salę prób Teatru Ósmego Dnia na Ratajczaka w Poznaniu. Tutaj widok rzadko spotykany: pomieszczenie tak obszerne to strata cennej przestrzeni.

Na samym końcu wychodzimy na dach, na którym zorganizowano taras z monotonnym choć budującym widokiem na wschodni Londyn. Mark wyjaśnia w tym miejscu zasady funkcjonowania domu i jego finansowania, zasady rezydentury (istnieje też kilka pokoi gościnnych). Są zakusy właścicieli, by przerobić całość na komercyjne mieszkania do wynajęcia.
I pewnie prędzej czy poźniej takl się stanie. Póki co: budynek – z galeriami, pracowniami i mieszkaniami pozostaje samotną wyspą artystycznego oporu wobec siły rynku, dzięki czemu ludzie tacy jak my mogąÂ się tu spotykać, co samo w sobie jest ewenementem. Większość z nas zna się nawzajem z tego, co robi na codzień, a co także często ma niewiele wspólnego z robieniem pieniędzy. Ze swoich stron internetowych, występów w galeriach, na seminariach, ze swojej wrzucanej w cyberprzestrzeń twórczości.

Budynek przy Teesdale Street pozwala nam spojrzeć na siebie z innej strony. Na płaszczyźnie krytyki społecznej jesteśmy podobni do niego: działając w ramach kapitalizmu, mając za narzędzia słowa i obrazy (najbardziej podatne na urynkowianie), pokazujemy odrotną stronę jego logiki, kumulując kapitałÂ artystycznych idei i społecznych więzi. Oczywiście dzieje się tak przy pewnej minimalnej nadwyżce materialnej, którą każdy z nas ma. Pod dyskusję trzba zatem wziąć kwestię tego, czy dzieje się tak dlatego, że system nam na to pozwala i wszyscy tutaj, wraz z unoszącą się nad nami utopijną aurą republiki autorów, jesteśmy jego wynikiem, czy też są to działania, które przypisać możemy sobie i tylko sobie i swym kontrprotokołom, a które w systemie innym, byłyby czymś naturalnym.

Mroczna.art pl – wydanie lipcowe

Na stronach Mrocznej Europy Środkowo – Wschodniej ukazała się kolejna seria esejów i recenzji. Warte polecenia w zasadzie wszystko, chyba, że ktoś nie lubi Placebo lub Myslowitz, gdyż w dziale muzycznym: recenzje z letnich koncertów obu grup. Reszta lipcowego magazynu poświęcona feminizmowi 1) w polskim kinie kobiecym (Emilia Walczak o Barbarze Sas 2) w Związku Radzieckim w latach 70tych i lat kolejnych (bardzo dobry artykuł Iriny Kuźminy. Dział Cyberiada, który zasiliłem recenzją książki Stasieńki, na razie bez uaktualnień. Nowe teksty także na spokrewnionych z Mroczną, stronach internetowego miesięcznika Verte, tworzonego przez bydgoską Pracownię Kultury Współczesnej.

To nie wszystkie nowości z Polski. Już wkrótce, w aktualnościach Techstów, o pewnym nowym projekcie hiperksiążkowym.