Babel – kilka refleksji

Babel – trzeci po „Amores Peros” i „21 gramów” film Alejandro GonzĂĄleza InĂĄrritu dokłada jeszcze jedną, wspaniale wykonaną cegiełkę do wielolinearnych narracji filmowych. Spośród powstałych niedawno filmów tego rodzaju, nie sposób też nie wymienić „Miasta Gniewu” („Crash”) Paula Haggisa. Wszystkie one, poza swoimi wszelkimi innymi wartościami, uczą nas – w niemal szkolny, warsztatowy sposób – jak z sukcesem realizować problem wielowątkowych opowiadań na kartce papieru, taśmie filmowej, czy ekranie komputera.

Za trzema filmami Inarritu stoi Guillermo Arriaga – profesor literatury, autor poczytnych, przynajmniej w świecie latynoamerykańskim, powieści. Bez jego scenariuszy być może nie byłoby także „Miasta Gniewu”, wyrażnie inspirowanego stylem Arriagi.

Co zatem mówią nam te filmy? Według mnie wszystkie one przewartościowują królujący w Hollywood, a zatem i na całym globie, arystotelesowski sposób opowiadania, osiągając jednocześnie wszelkie cele artystotelesowskiej „tragedii” za pomocą środków alternatywnych. Nadrzędna fabuła jest tu wartością dodaną, powoli porcjowanym prezentem, czasem – zaledwie pretekstem. Liczą się poszczególne wątki, i sposób w jaki się one nawzajem przeplatają, liczą się powtórzenia każące widzowi szukać sensu w pozornie nie powiązanych ze sobą ogniwach, liczą się wzorce, które wydobywamy z tak prezentowanej narracji, w końcu – liczy się styl, bo on także rozświetla nam sieć połączeń.

„Rozwinięcie – kulminacja – rozwiązanie”, „zmiana bohatera”, „szczytny cel” (domena wzniosłości), który pozwala czytelnikowi/widzowi empatyzować z bohaterem – wszystkie te pisarskie dogmaty zostają w sposobie opowiadania Arriagi przeniesione z poziomu głównej osi fabularnej na poziom lokalny, odbierany w poszczególnym ujęciu, sekwencji, ogniwie, które dzięki temu, bardzo często, zaczynają zachowywać się jak autonomiczne całostki. Wtedy też struktura liniowa zaczyna kwestionować samą siebie, wskazywać na swoją arbitralność. Poszczególne ujęcia można było równie dobrze ulożyć w inny sposób – zdaje się sugerować duet InĂĄrritu – Ariaga. Ten aspekt ich filmów jest zresztą najczęszstszą przyczyną nieporozumień i krytyki: to, że krytykowi wydaje się, iż mógłby „lepiej” zmontować film jest automatycznie przypisane nie do zalet, lecz do wad filmu. A niby dlaczego? Czyż tak trudno wyobrazić sobie, że być może jest to część założeń estetycznych scenarzysty i reżysera? Widocznie trudno, wciąż żywimy się pragnieniem, by coś zostało nam opowiedziane w sposób jednoznacznie określony, teraz i na zawsze, jak w Biblii.

Animacje Słowa

„Animacje Słowa” – artykuł Magdy Garncarek o dynamicznej topografii, to najnowsza pozycja nowego magazynu techsty. Omówienie problematyki dynamicznej topografii wypełnia pewną ciekawą lukę, która powstała pomiędzy zjawiskami określanymi jako „poezja konkretna” a „poezja ekranu”. Dla niektórych badacze zjawisk spod znaku poezji konkretnej, ich dynamiczny aspekt jest mało znaczącym dodatkiem. W artykule Garncarek możemy dowiedzieć się o filozoficznych i praktycznych aspektach owego dodatku, które w konsekwencji prowadzą do pojawienia się nowego gatunku w krajobrazie nie tylko nowych, ale i starych mediów.

Na artykule Magdy Garncarek konczymy najnowszy magazyn techstów, choć zapraszmy do przysyłania tekstów do działu recenzje. W kwietniu planujemy zamknąć nowy magazyn, tak, by dostępny kilka tygodni przed letnią sesją egzaminacyjną.

Jeśli chcesz opublikować w techstach własną tworczość, własny artykuł, recenzję, esej – nie zwlekaj i napisz do nas

generator ascii

Pisarski - spłaszczony portret w kodzie asciNa stronie typorganism pobawić się można generatorem obrazków ascii, które wykonywane są w czasie rzeczywistym, na podstawie wskazanego przez nas zdjęcia. Konwertowanie fotografii na kod ascii czyli rodzaju net.artu opartego na znakach klawiaturowych tutaj odbywa się w dziesięć sekund. W dobie rozkwitu sztuki ascii (przelom lat 80tych i 90tych, rzecz ta zajęłaby co najmniej kilka godzin.

Genrator typorganism nie jest czymś nowym i jedynym w swym rodzaju. Ale ze wszystkich, które napotkałem w sieci, wydaje się najszybszy, najbardziej użyteczny, a sama strona – najmilsza dla oka. Jedyne ograniczenie – oryginalna fotka musi mieć określony wymiar, co czasem daje takie efekty jak na załączonym obrazku…

Post ten prawdopodobnie rozpoczyna serię wpisów na elektroblogu poświęconych sztuce internetu. W moje ręce trafi wkrótce wspaniała książa „The Edge of Art”, której lekturą, i odniesieniami sieciowymi, będę się tutaj dzielił.

Przewracając kartki zabytków British Library

Diamentowa SutraPrzy opisywaniu fenomenów cyfrowych tekstów nie tylko trudno nie zahaczyć o Brittish Library, trudno także do niej nie powrócić. Dzięki sieciowej wersji projektu Turning The Pages każdy, nie ruszając się z domu, może powracać do Brittish Library w każej chwili.

„Turning the Pages” to przeniesienie cennych zabytków bibliotecznych na ekran i zaprezentowanie ich w atrakcyjnej formie dla użytkownika.
Po raz pierwszy zetknąłem się z tym projektem w Hannoverze, na targach Expo 2001, gdzie był główną atrakcją brytyjskiego pawilonu. Było to kilka ekranów dotykowych w solidnej obudowie, na których wyświetlano średniowieczne manuskrypty. Dotknięcie palcem brzegu prawej „karty” manuskryptu (recto) przenosiło użytkownika na następną stronę, a dotknięcie brzegu karty lewej (verso) do strony poprzedniej. Ogromną atrakcją była wówczas animacja, pojawiająca się w trakcie przekartowywania stron, a będąca sekwencją filmową ukazującą autentyczne przewracanie strony w manuskrypcie. Turning the Pages, jako połączenie tradycji z nowoczesną technologią, zdobyło wielkie uznanie na Expo, a mnie samego jeszcze bardziej zachęciło do wcielenia pomysłu techstów w życie.

Dziś oryginalne Turning the Pages oglądać można w holu głównym Brittish Library. Natomiast dla nas wszystkich, w każdej chwili, dostępna jest wersja sieciowa. Oprócz Diamentowej Sutry – najstarszej książki drukowanej na świecie średniowiecznych manuskryptów znajdują się tu bardziej współczesne białe kruki: rękopis Alicji w Krainie Czarów (zatytułowany jeszcze Alice’s Adventures Under Groud) ilustrowany przez samego Carolla, szkice Mozarta, czy najwcześniejsze wersje dzieł Jane Austin.

Lindisfarne GospelsProsty i przejrzysty Interfejs wszystkich tych prezentacji oparty jest na Flashu i posiada tylko kilka niezbędnych funkkcji: do przodu, do tyłu, „tekst” (wyświetlanie tekstu danej strony, b.ważne w przypadku bogato zdobionych manuskryptów), oraz bardzo efektowna funkcja „powiększ”. Efekt przewracanej kartki został zachowany aczkolwiek nie jest osiągany w tak prosty i intuicyjny sposób jak w oryginale.

Dla osób nie mogących korzystać z odtwarzaczy Adobe Flash, dostępne są wersje alternatywne, gdzie prezentacja osadzona jest w zwykłym htmlu. Dużym plusem tej opcji jest możliwość zapisania na włanym komputerze dobrej rozdzielczości zdjęć przeglądanych zabytków.