Wrocław e-literacki

We Wrocławiu trwa konferencja „Literary Margins and Digital Media”. Prowadzoną przez Michaela Joyce’a sesję „Intermediation: reading in Digital culture” rozpczęła Ula Pawlicka prezentując swój amerykański tekst o historii literatury cyfrowej. Z kolei młoda badaczka ze Szwecji, Anna Thörnel, zaprezentuje wstępne rozpoznania tego, jak literatura cyfrowa zmienia sposób czytania literatury analogowej („Electronic literrature: new stages for the reader”.)

imageWieczorem odbędzie się spotkanie z Joycem i Zuzaną Husarovą, kilka chwil poświęcimy też na prezentację powstającej adaptacji hipertekstu „Twilight, a Symphony” na wersję spolszczoną i – co najciekawsze – sieciową.

Na załączonym zdjęciu – Michael, Ula i Anna.

Hipertekstowe ogrody

Hipertekstowe OgrodySpotkanie w Katowicach, którym mam zaszczyt zainaugurować cykl imprez „Hipertekstowo” jest świetną okazją, by na nowo przybliżyć czytelnikowi opublikowany niemal 10 lat temu przez „Techsty” esej Hipertekstowe ogrody Marka Bernsteina, w tłumaczeniu Doroty Sikory. Jest to jedno z najlepszych wprowadzeń do zagadnień hipertekstu, na dodatek napisanych jako hipertekst. Mam nadzieję, że katowicka publiczność, zwłaszcza ci, którzy być może obawiają się skomplikowanej tematyki, odetchnie i rozluźni się dzięki wiosennej, ogrodowej oprawie spotkania. Na eseju Bernsteina się oczywiście nie skończy, omawiać będę m.in Blok Shutego, jako ogród z betonu made in PRL, ruchomą powieść Hegiroskop Stuarta Moulthropa, popołudnie, pewną historię Michaela Joyce’a oraz najnowszy polski hipertekst ? Piksel Zdrój.

Oto zapowiedź spotkania, roboczo zatytułowanego: „W ogrodach hipertekstu: olśnienia i pułapki (o e-literaturze i hipertekście na luzie)”:

Spotkanie będzie wprowadzeniem do e-literatury i zagadnień sztuki słowa na ekranie komputera. Poprzez wspólne czytanie nielinearnego, ilustrowanego eseju ?Hipertekstowe ogrody? Marka Bernsteina zobaczymy, że metafora ogrodu wskazuje na hipertekst jako odbicie naturalnej pracy umysłu i skojarzeniowego toku myśli. Hipertekstowy ogród nie jest jednak pełen róż i ma swoje pułapki. Jak opowiadać w warunkach, w których pewne partie tekstu są programowo pomijane? Czy link jako trampolina w ciemność to błogosławieństwo, czy przekleństwo hipertekstu? Jak odnaleźć balans między autonomicznością a łączliwością segmentów? Problemy te zilustruję przykładami z zasobów światowej i polskiej e-literatury.

Gorąco zapraszam w sobotę, 21 marca, do Centrum Kultury w Katowicach na rozmowę o przygodzie hipertekstu. Szczegóły praktyczne na stronach Hipertekstowa (Instytucja Kultury Katowice Miasto Ogrodów)

Bratysława – „Remediacja” (3)

20130118-130637.jpg„||| Kineskop je vinny” to słowacko-angielsko-polska feeria zglitchowanych obrazów, animacji i komentującego je tekstu, którą duet Łukasz Podgórni i Leszek Onak przygotował specjalnie na konferencję „Remediacja”. Na charakterystyczną estetykę przedpecetowej rozrywki czy estetyki systemowych błędów współczesnych serwisów internetowych nakłada się tu element ludowy w postaci amatorskich filmów przedstawiających (pijane i trzeźwe) życie codzienne polskiej i słowackiej wsi. Obraz i dźwięk poddane są tu przemyślanemu rytmowi napięcia (doprowadzanego do granic emocjonalnej wytrzymałości) i rozluźnienia (chwile audiowizualnego chilloutu i humoru).

Mimo problemów z nagłośnieniem (tradycyjnych, można powiedzieć: pan dźwiękowiec ściszał poziom tylko pojawiały się celowe przestery) Krakowiacy pokazali, że polska cyberpoezja ma sporo do zaoferowania badaczom i artystom nowych mediów, nie tylko w Polsce, i nie tylko w Europie.

Bratysława – „Remediacja” (2)

20130118-120733.jpg

Zuzana Husárová i Lubo Panák (fot. 1) zaprezentowali wczoraj w Bratysławie próbkę poetyckich, malarskich i generatywnych możliwości Kinect – czujnika ruchu do konsoli xbox 360. W ciągu dwóch ostatnich lat słowaccy artyści pokazali już trzy poetyckie instalacja angażujące w wytwarzanie poetyckich znaków ruchu widza: określone gesty (ruch ręką w prawo, lewo, gorę lub wprzód (po osi z) generuje, odsłania, rozbija lub zamazuje uprzednio przygotowany tekst (w jednym z prezentowanych urworów za tekstową pożywkę służyły fragmenty tekstów krytyków lit. cyfrowej, w tym polskich).
20130118-121035.jpg
Możliwe jest dodawanie elementów graficznych, głównym wyzwaniem jest jednak dostrojenie ruchów ciała do efektu na ekranie. Stąd też wczorajsze próby tego cielesno-hardeare’owego poetyckiego interfejsu. Na fotografii nr 2 poetycki potencjał swojego ciała testuje Arek Wierzba z Ha!artu.

Światy możliwe

popołudnie, pewna historia (afternoon, a story), ekran początkowy w wersji pod WindowsPonowne formułowania tych samych myśli potrafi być odświeżające. Na portalu Ha!art pojawiła się właśnie zapowiedź popołudnia, pewnej historii. Są tam dwa fragmenty, które mówią o czymś, co wiedziałem, ale wyrażają to ciut inaczej, i chyba dużo trafniej:

Czy Peter spowodował tragiczny wypadek? Kto zginął? Czy rzeczywiście każdy sypia tutaj z każdym? Istotą hipertekstowego eksperymentu Michaela Joyce’a jest to, że odpowiedzi na te pytania może być tyle, ilu czytelników

Czytając popołudnie nie musimy na siłę rekonstruować pojedynczej historii. Wbrew przeciwnie, hipertekst Joyce’a odżegnuje swoich czytelników od zero-jedynkowego wyniku lektury i jasno określonego końca. Wielowariantowość obecna jest tu zarówno na poziomie dyskursu (sjuzet) jak i na poziomie wydarzeń (fabula). Innymi słowy opowiada się tu na wiele sposobów nie jedną, lecz kilka konkurujących ze sobą historii. Większość powieści hipertekstowych, czy będą to przykłady prozy sieciowej, jak Sunshine 69 czy Hegiroskop, czy szereg powieści ze stajni Storyspace, zatrzymuje się na tym pierwszym etapie: rozgałęzienia i wariantowość dotykają sposobu opowiadania, a nie opowiadanej historii. W tym sensie popołudnie, pewna historia to swego rodzaju turbo-hipertekst, choć utwory takie jak Victory Garden Stuarta Moulthropa czy I Have Said Nothing Jane Yellowlees Douglas nie zapominają o linkach warunkowych, które są motorem tej wielopoziomowej wariantowości. Perspektywa światów możliwych wydaje się najciekawszą, z jakiej można na Popołudnie patrzeć. Choć jeśli ktoś naprawdę chce znać „prawdziwą” wersję wydarzeń, powieść nie odmówi mu dowodów, które wesprą tę czy inną koncepcję prawdziwości. Wciąż jednak będzie ich…kilka.

Drugą kwestią, podkreśloną w zapowiedzi Ha!artu, są związki z Polską autora popołudnia:

ta ważna pozycja wyszła spod rąk autora, który przyznaje się do polskich korzeni kulturowych. Michael Joyce wychował się w Buffalo, wśród polskiej emigracji powojennej, która naznaczyła jego pierwsze fascynacje miłosne i literackie. „Wychowałem się na Mickiewiczu i Miłoszu” – przyznaje Joyce

To dość niecodzienne, by amerykański pisarz dobrowolnie ubiegał się o polską legitymację literacką. Niemniej jednak wątek polski nieustannie przewija się w naszej nieczęstej, choć ciągnącej się przez pięć lat, korespondencji z autorem. Warto ten fakt, przy okazji polskiej premiery popołudnia, podkreślać. Będziemy też go chcieli, w ramach Ha!artu, dopowiedzieć.

Popołudnie, pewna historia (afternoon, a story), wersja Windows, ekran tekstu z menu pokazującym historię lektury Pojawiające się przy okazji zapowiedzi popołudnia ilustracje, które z jednej strony ukazują oryginalny macintoshowy wygląd powieści, a z drugiej odwołującą się do niej wersję polską, wskazywałyby na niepełny obraz bez uwzględnienia interfejsów wersji na system Windows. Wersja windowsowa ujrzała światło dzienne w połowie lat 90 i na dobre spopularyzowała powieść Joyce’a. Zamieszczam tutaj dwa zrzuty ekranowe popołudnia z tego wydania. Było one bogatsze i udostępniało czytelnikowi więcej oglądów całości niż minimalistyczna wersja oryginalna. W polskie wersji przeglądarkowej zdecydowaliśmy się pożyć od wersji na Windows historię odwiedzonych stron. Menu z listą odwiedzonych stron posiada też przycisk „wyczyść historię”. Jego naciśnięcie sprawia, że zaczynamy lekturę, nawet będąc w jej środku, od fazy tabula rasa. Ta eksperymentalna funkcja przynieść może czytelnikom jeszcze więcej frajdy i zarazem frustracji (np. może się okazać, że zostaliśmy zapętleni pomiędzy dwoma powtarzającymi się nawzajem leksjami, a wyjście z pętli możliwe jest tylko wtedy, gdy odwiedzimy jedną ze stron, które właśnie „wyczyściliśmy”).

Seksowne statystyki „Popołudnia”

popołudnie, pewna historia (afternoon, a story), Tinderbox - program Eastgate SystemsGdy analizuje się powieść tak złożoną jak popołudnie, pewna historia Michaela Joyce’a, nie sposób nie sięgnąć po godne takiej samej złożoności narzędzia. popołudnie to kilkaset segmentów tekstu połączonych ze sobą tak, że po pierwsze czyta się je w rożnych kolejnościach, a po drugie kolejność ta zależy od tego, co przeczytaliśmy wcześniej. W trakcie tłumaczenia, redakcji, a nawet podczas żmudnej pracy nad odtwarzaniem mechaniki powieści w nowych warunkach wersji polskiej (przeglądarka www zamiast stacjonarnego programu do czytania hipertekstów) następstwo nie gra najważniejszej roli, podobnie jak hierarchia ważności poszczególnych fragmentów. Zaczynają być one kluczowe w fazie ostatniej, gdy gotowy projekt poddaje się testowaniu. Które z segmentów popołudnia wchodzą w potencjalne sekwencje fabularne częściej niż inne? Do jakich segmentów, czy inaczej leksji, czytelnik dostanie się z dużym, a do jakich z małym prawdopodobieństwem? Odpowiedź na te pytania podsuwa ważne wskazówki dla tłumacza, redaktora i programisty. Leksje kluczowe wyznaczają rytm lektury, wytwarzają wzorce hipertekstu, odsłaniają strukturę całości i ewokują narracyjną metaforę (np. ogrodu, labiryntu, pętli). Nie można zatem nie pochylić się nad najdrobniejszym szczegółem w warstwie kodu, zawartości i warstwie prezentacyjnej takiego segmentu.

W wyłowieniu kluczowych miejsc narracji pomógł mi, podobnie jak w całej pracy nad polską wersją powieści afternoon, a story, program Tinderbox. Jego agenty, czyli programowalne kweredy, które zgrupowują w jednym miejscu fragmenty tekstu spełniające zadane przez nas kryteria, wyśmienicie i w jednym rzucie ukazują poszukiwane, cenne dane. Na załączonym obrazku znajduje się stworzona w Tinderboxie „tablica rozdzielcza”, na której informacje o leksjach Popołudnia, w oryginalnej wersji, prezentowane są w formie list i diagramów. Najważniejszymi w tym zadaniu atrybutami są inboundLinkCount oraz outboundLinkCount, czyli liczba linków wchodzących i wychodzących z danej leksji, którą Tinderbox pozwala prześledzić i przetworzyć. Do leksji zatytułowanej „speak memory” trafia aż 10 linków, lecz wychodzi się z niej już tylko w dwa miejsca. Przyglądając się zebranym przez agenty danym, możemy stworzyć, na własne potrzeby, kategorię power lexia, czyli fragementu o najwyższym współczynniku linków przychodzących i (lub)wychodzących. Można też odszukać leksje, które – choć trudno w to uwierzyć – nie są połączone z niczym i nie sposób do nich dotrzeć inaczej niż poprzez na wpoły hakerskie przetrzebianie katalogu powieści (czy znajdą się i tacy czytelnicy? Nie wątpię, sam się do nich zaliczam!). Tego typu fragmenty nazywam „leksjami sekretnymi”. Wykresy w słupkach, widoczne nad listą leksji i ich połączeń, pokazują z kolei liczbę słów w segmentach kluczowych. Niektóre z nich zawierają tylko jedno zdanie (słupek bliski zera), inne dochodzą do słów trzystu, trudno zatem o regułę. Tinderbox potrafi też w zgrabny sposób pokazać nam chmurę najczęściej pojawiających się słów, która zwieńcza zaprezentowane statystyki. Jako narzędzie wyrosłe ze Storyspace, programu, w którym popołudnie pierwotnie powstało (pierwsze, oficjalne wydanie w roku 1990), Tinderbox spisuje się niezwykle dzielnie. To bogate w możliwości narzędzie do analizy tekstualnej nie jest też pozbawione wizualnego powabu. Czyż te dane nie wyglądają seksownie?

popołudnie, pewna historia, powieść Michaela Joyce’a w tłumaczeniu Radosława Nowakowskiego i opracowaniu hipertekstowym Mariusza Pisarskiego ukaże się wkrótce nakładem wydawnictwa Korporacja Ha!art.

Prezentacje w Słowackiej Akademii Nauk

Andrzej Pająk, który w ostatniej chwili musiał zrezygnować z wyjazdu do Bratysławy (operacja wyrostka), i którego nawet nie uwzględniliśmy w naszej zapowiedzi festiwalu Multiplace, powraca do stolicy Słowacji w tele-postaci. W środę w południe w Instytucie Literatur Obcych Słowackiej Akademii Nauk Andrzej przedstawi, via Skype, historię literatury generatywnej i elektronicznej, począwszy od starożytności poprzez światowy i polski Barok, a skończywszy na „Miazdze” Jerzego Andrzejewskiego.

Tuż po wystąpieniu Pająka odbędzie się wykład Mariusza Pisarskiego poświęcony strategiom artystycznym w nowych mediach i polskiej poezji cybernetycznej.

Serdecznie zapraszamy, Instytut znajduje się przy ulicy Konventná 13. Natomiast wieczorny, polski blok na festiwalu Multilplace rozpocznie się o 18.00 w A4. Wystąpią Bromboszcz, Marcinkowski, Pisarski i Podgórni.

eClicto – pamiętajmy o pryncypiach

To jest książka do czytania – bronili się twórcy polskiej wersji czytnika e-książek eClicto na konferencji prasowej tuż przed premierą urządzenia. Chodzi o pytania typu: czy można zaznaczać tekst czytanej książki, czy można wyszukiwać tekst w obrębie książki, czy da się na eClicto odczytać teksty w formatach .txt (czyli naszych zwykłych notatek) czy .html, dlaczego nie ma połączenia z siecią, dlaczego jeśli kupiłem już książkę na jednym czytniku, nie mogę jej przesłać na eClicto oraz serię innych pytań dotyczących podstawowych właściwości tekstu cyfrowego: tego iż działa on na zasadzie bazy danych i sieci, iż jest dynamiczny, modularny, otwarty na modyfikację itp. itd.

Otóż nie. Czytnik e-książek, oraz sama e-książka NIE JEST KSIĄŻKĄ. I tu właśnie tkwi sedno sprawy i sedno każdego dobrego biznezplanu rozbudowanego wokół e-czytnika. Niestety większość producentów kurczowo trzyma się dziecinnej idei imitacji druku jako nośnika literackiej treści. Cyfrowa rewolucja, proces zderzania się tekstu z e-tekstem, odbyła się jakieś dwie dekady temu. Już wtedy zauważono też proces nazywany remediacją: przechodzenie jednego medium w drugie, synergię najlepszych cech tego starego i tego nowego. Dziś na nowo odkrywamy koło i wydaje się nam, że im bardziej e-tekst naśladuje tekst tym lepiej. Przy jednoczesnym okrajaniu podstawowych dobrodziejstw druku, takich jak przyzwoity i przyjazny dla oka format. Tekstowi e-książki odczytywanej w eClicto brakuje kilku dobrych centymetrów do formatu najmniejszego paperbacku (vide photo). Czyli stawką w tej grze jest tylko i wyłącznie ILOŚĆ, że na malutkim ekranie tego urządzenia da się czytać tysiąc a nie jedną książkę?

Tekst w objęciach eClicto udawać będzie zatem, że jest tekstem drukowanym przy jednoczesnym dziwacznym przykurczu, zbyt skromnym spuszczaniu głowy i poważnej amnezji, gdzie w niepamięć odszedł cały potencjał tekstu elektronicznego, o którym uczeni w piśmie debatują od lat. Proponuję poczekać, aż ów okaleczony e-tekst zostanie cudownie uzdrowiony i dumnie wypręży pierś. Kiedy? To już chyba mniej ważne.

O szczegółach dotyczących eClicto, jego ceny, księgarni do której urządzenie to jest przypisane mówić będzie się w najbliższych dniach często, choćby tutaj. O pryncypiach – prawdopodobnie niewiele. Stąd też dzisiejsze tu trzy grosze. I choć już po Andrzejkach, dość łatwo wywróżyć można z nich przyszłość czytnika za …. 950 złotych.

Póki co – proponuję pomarzyć o czytniku za złotówkę.

Hegiroskop – teaser

Ulotka i plakat przygotowane na konferencję „Przestrzenie Literatury” w Poznaniu zawierają obiecaną przez redakcję Techstów niespodziankę zaproszenie do przedpremierowej lektury nieoficjalnej jeszcze polskiej wersji klasycznej powieści sieciowej Hegiroskop Stuarta Moulthropa. Ulotkę plakat, a wraz z nimi wciąż nie oficjalny link do powieści znaleźć można od na konferencyjnym wą…tku forum. Więcej, zupełnie oficjalnie i premierowo, wraz z cennymi okołohegirospokopowymi dodatkami – już w niedługo w magazynie Techstów .Zapraszamy!