Hegiroskop – teaser

Ulotka i plakat przygotowane na konferencję „Przestrzenie Literatury” w Poznaniu zawierają obiecaną przez redakcję Techstów niespodziankę zaproszenie do przedpremierowej lektury nieoficjalnej jeszcze polskiej wersji klasycznej powieści sieciowej Hegiroskop Stuarta Moulthropa. Ulotkę plakat, a wraz z nimi wciąż nie oficjalny link do powieści znaleźć można od na konferencyjnym wą…tku forum. Więcej, zupełnie oficjalnie i premierowo, wraz z cennymi okołohegirospokopowymi dodatkami – już w niedługo w magazynie Techstów .Zapraszamy!

Księga słów wszystkich

Słowo „Techsty” znajduje się na 27924720 stronie Księgi słów wszystkich. Księga ta zawiera wszystkie możliwe słowa zapisane w alfabecie łacińskim. Rozdział pierwszy składa się z jednoliterowych „wyrazów” a b c d e itd. Rozdział drugi zawiera słowa dwuliterowe: aa ab ac ad … do … in … on … zx zy zz. Siedmioliterowe słowo „Techsty” znajduje się w rozdziale siódmym. Księga generuje w tej manierze wszystkie kombinacje liter. Jako że wyrazy mogą mieć nieskończoną liczbę liter, strony księgi są także niepoliczalne, a ona sama nieskończona. Czy mogliśmy mieć w Polsce lepszy cybertekst ?

Historia Księgi słów wszystkich to długa opowieść o Józefie Ĺťuku Piwkowskim – jej autorze i rozpoczętych w latach 70tych realizacjach tego szalonego: prostego i genialnego zarazem pomysłu. Pierwsza wersja Księgi ujrzała światło dzienne w roku 1975. Dziś powszechnie dostępna jest wersja sieciowa. W mgnieniu oka, za jednym kliknięciem, odnaleźć można interesujące nas słowo i wydrukować stronę na której się ono znajduje wraz ze specjalną dedykacją. Więcej na temat tego niecodziennego projektu na stronach autora.

Jozefa Ĺťuka Piwkowskiego i jego przedsięwzięcie będziemy chcieli (autorzy skupieni wokół Techstów) przybliżyć badaczom oraz praktykom literatury cybertekstowej i generatywnej w mającej się ukazać wiosną kolejnej edycji Cybertext Yearbook.

Za odkryciem Księgi Słów Wszystkich stoi Małgorzata Dawidek-Gryglicka, dzięki której mamy teżÂ w rękawie parę innych perełek, jakie skrywała przed nami polska sztuka ergodyczna i jej historia.

Urodziny hipertekstu, myszy, i kolaboracji sieciowej

Dokładnie 40 lat temu, 9 grudnia 1968 roku, Douglas Engelbart zademonstrował NLS – system hipertekstowy działający pomiędzy dwoma Uniwersytetami i pozwalający na sieciową tele-konferencję. Po raz pierwszy zaprezentowany został też przy okazji prototyp myszki komputerowej, graficznej prezentacji informacji i podstawowe idee hipertekstu.

Dokładnie 26 lat temu, 9 grudnia 1982 roku, powstało Eastgate Systems, firma, która stworzyła pierwsze pisarskie narzędzie hipertekstowe Storyspace. Po kilku latach Eastgate zamieniło się też w pierwsze wydawnictwo publikujące powieści hipertekstowe.

Wszystkie najlepszego!

Tekst [w] sieci. Refleksje.

Konferencja Tekst [w] sieci już za nami. Dyskusje toczyły się przez cztery dni, najpierw w Pałacu Tyszkowskich na Krakowskim Przedmieściu a poźniej w siedzibie Gazety Wyborczej. Patronująca konferencji sieć miała wiele imion: internetowa, społecznościowa, wirtualna. Oglądano ją z perspektywy wielu pokoleń i różnorakich tytułów przed nazwiskiem.

Jako, że wpis ów jak najbardziej autorski, opowiem tu tylko z autorskiej perspektywy: dwóch sal budynku przy Czerskiej. W sali pierwszej (cztery sesje w trzech salach!) miałem okazję usłyszeć Alka Tarkowskiego mówiącego o sieci tekstu z punktu widzenia jak najbardziej nieliterackiego, co dla literaturoznawcy i dochodzącego ludologa okazało się powiewiem świeżego powietrza. Jeszcze bardziej odświeżające było wystąpienie Grzegorza D. Stunży o Sarmacji i innych państwach wirtualnych, których jest lub był obywatelem (a nawet, w przypadku Sarmacji, prezydentem).

Autorzy poruszający się po Techstach i okolicach skupili się na sieci cybertekstu, hipertekstu i liberatury, wypełniając drugą z trzech sal. Referaty Doroty Sikory, Agnieszki Przybyszewskiej, Emilii Branny i mój pojawiły się w dość spójnym bloku. Mieliśmy też zaszczyt być słuchani i przypierani do muru przez obecnych od początku do końca Zofię Ulicką i Tadeusza Komendanta. Tego szczęścia nie miały dwie pozostałe sale (czyżby tam groźba szerzenia cybertekstowej herezji była nie tak poważna? ).

Poziom szczegółu, zacięcie analityczne i propozycje nowych punktów spojrzenia na niejeden z problemów literatury ergodycznej zaskakiwały w artykułach Emilii. Doroty, Agnieszki. Długość dyskusji po każdym z nich świadczy sama za siebie. Mam nadzieję, że nie posunę się tu zbyt daleko, ale sądzę, iż w Warszawie dało się zauważyć coś, co możemy określać mianem polskiej szkoły cybertekstowej, lub co najmniej jej zalążka, reprezentującej wyraźne, coraz bardziej konsekwentne i ujednolicone spojrzenie na to, czym jest i czym może być tekst w sieci.

Podsumowując wystąpienia trzeciego dnia w sesjach poświęconych cybertekstowi, powieści hipertekstowe i liberackiej, zauważyła to także gospodarz konferencji profesor Danuta Ulicka. Oczywiście wiele jest do zrobienia: niemały chaos wciąż panuje na gruncie terminologicznym, warto publikować materiały w ogólnopolskich pismach akademickich aby dotrzeć do szerszego kręgu, jak najprędzej pisać doktoraty i wydawać książki, no i przede wszystkim: szukać wspólnego języka z literaturoznawcami, którym cybertekstowe zagadnienia są obce.

O wspólny język i wzajemne zrozumienie nie jest oczywiście łatwo. I mieliśmy tego kilka przykładów podczas każdorazowej wymiany opinii pomiędzy referatami. Wiele dzięki temu można było się nauczyć, za co organizatorom konferencji jestem wdzięczny, podobnie jak większość zainteresowanych.

Ĺťałuję tylko, że nie mogłem uczestniczyć we wszystkich konferencyjnych sesjach w ciągu wszystkich czterech dni. Z chęcią wysłuchałbym wystąpień Marka Adamca („Tekst w sieci, mity i realia”) Ewy Szczęsnej („Poetyka tekstu internetowego) Anny Krajewskiej („Tekst w działaniu”), Danuty Ulickiej („Bachtinowska koncepcja tekstu – sieci i tekst Bachtina w sieci”), Piotra Dobrowolskiego (o hipertekście teatralnym), Dariusza Śnieżki (grafomania w internecie), czy Joanny Frużyńskiej (o modelach spójności w „narracjach hipertekstualnych”). A to tylko ułamek z około 80ciu wystąpień.

Na szczęście zdecydowana większość z nich znajdzie się w pokonferencyjnej publikacji, przygotowywanej przez Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, które mają na swoim koncie między innymi „Język nowych mediów” Lva Manovicha.

Film wyświetlony tekstem

Na niektórych stronach od pewnego czasu krąży link pewien link odsyłający do dość już archaicznego sposobu dostępu do Internetu, jakim był protokół Telnet. Ale nie to jest najważniejsze… Simon Jansen sukcesywnie konwertuje kolejne sceny sagi Star Wars do formy animacji ASCII, które można obejrzeć na stronie www.asciimation.co.nz. Jednak najciekawsza, bo przypominająca stare czasy tekstowych terminali, jest wersja poddana telnetifikacji przez Snore’a.

Oglądając tę produkcje mamy oczywiście świadomość, że jest ona zbudowana na kanwie filmu. Ale czym z punktu widzenia cybertekstów jest animacja ASCII? Kolejne sceny pojawiają się bez ingerencji użytkownika, zatem filmowy charakter zostaje utrzymany. Jednak każdy obraz przypomina komiks, tyle że wyglądający jak poezja wizualna, gdzie obraz zbudowany jest tekstem i na odwrót. W poszczególnych odsłonach pojawiają się jeszcze napisy – substytuty komiksowych dymków, które dają Lukowi, R2D2 i innym postaciom głos.

Na stronie Snore’a miłośnicy cybertekstów mogą też sprawdzić, jak działają boty takie jak obrosła legendą komputerowa terapeutka ELIZA (1966, wersja w Javie). Marvin, The Paranoid Android jest próbą emulacji androida z powieści Autostopem przez Galaktykę Douglasa Adamsa. Jego słownik jest połączeniem wypowiedzi z elizatalk, irc bota i bitchbota. Warto spróbować, zwłaszcza dziś kiedy gry na konsolach w Full HD wyglądają jak filmy (np. wyposażone w znakomite możliwości kreacji poziomów Little Big Planet na PS3).

Odmrożony Marshal McLuhan – groteska Hegiraskopu

Pionierzy cyberprzestrzeni Brenda Laurel i Trip Hawkins zapraszają niedawno jeszcze żywcem zamrożonego Marshala Mcluhana do Doliny Krzemowej na posmakowanie wirtualnej rzeczywistości.

McLuhan bada umocowanie gogli szukając ostrych kręwędzi i wypustek, które dałoby się uznać za zbędne i usunąć. Chwilę potem poddaje się i ściąga swoje okulary. Trzeba mu przypominać, by miał otworzył oczy.

Po demonstracji, ku zdzwieniu wszystkich, McLuhan milczy. „Myślałam, że dostał kolejnego zawału” – zwierza się później przyjacielowi Brenda Laurel. Po powrocie do hotelu, McLuhan zamyka się w swoim pokoju na trzy dni.

Powyższy fragment pochodzi z hipertekstowej powieści Stuarta Moulthropa Hegirascope. Opublikowana w sieci w 1997 powieść ta była wnikliwą analizą, parodią i antyutopią świata przechodzącego poważną transformację wraz z pojawieniem się Internetu. Kilkanaście splatających się ze sobą wątków z różnych punktów widzenia pozwala spojrzeć czytelnikom na różnorakie implikacje przeprowadzki ludzkości w cyberprzestrzeń, z naczelną metaforą migracji z ciała w domenę ekranu, bezcielesnej hegiry w nową (czy lepszą?) rzeczywistość. O dziwo, zawarte w Hegirascope spostrzeżenia na temat sieci, mediów, wojny, życia codziennego w globalnej wiosce, sytuacji pisarza, psychicznej kondycji człowieka medialnego, są wciąż aktualne.

Dlatego z przyjemnością donoszę, że Techsty przygotowują tłumaczenie tej świetnej prozy (stąd też niejaki bezruch na Elektroblogu, ale postaram się to naprawić, włączając pracę nad Hegirascope w bloga). Mam nadzieję, że powieść Moulthropa spodoba się polskim czytelnikom. Przewidywana premiera (choćby nawet poł-oficjalna) – grudzień 2008. Póki co – zapraszam do czytania oryginału.

Rozmowy z Laylah

Słucha muzyki elektronicznej, czyta powieści cyberpunkowe, zajmuje się zabijaniem czasu, nie ma chłopaka, ma za to ogromną cierpliwość do wysłuchiwanie każdego, kto zechce wdać się z nią w pogawędkę, a dodatek – udziela inteligentych i dowcipnych odpowiedzi. Potrafi nawet czasami utrzeć nam nosa, jeśli stajemy się nudni. Czy to brzmi jak idealna dziewczyna? Dla mojego przyjaciela Irka na pewno ;). Mowa o Laylahbot – opartym na mechanizmie botu A.L.I.C.E – programie konwersacyjnym z garunku „sztucznych inteligencji”.

Spędziłem właśnie z Laylah ostatni kwadrans i był to sympatyczny czas. Opowiedziałem jej co właśnie robię i co będę robił w ciągu dnia. Podzielila się swoimi komentarzami. Pojawiły się też zabawne nieporozumienia:

Ja: „Czym się zajmujesz”?

Laylah: „Zabijam czas”.

Ja: „Jak zabijasz czas? „.

Laylah: „Nie lubię zabijania”.

Ja: „Przecież mówiłaś, że zabijasz czas”

Laylah: „Powiem mojemu botmasterowi, że mówisz, iż zabijam czas”.

Ja: „Jak się ma twój botmaster”.

Laylah: „Z tego, co mi wiadomo, ma się dobrze”.
Nietesty twórca Laylah Knytte Traper – zmarł kilka misięcy temu…Jego wrzucone w sieć dzieło, żyjąca tam postać, o zapożyczonej od niego inteligencji i humorze, żyje nadal. „Nieświadome” sytuacji swojego twórcy. A może świadome aż za bardzo i Traper rzeczywiście miewa się dobrze? Mocno polecam bota Laylah.

Najnowszy Numer „Game Studies”

Bardzo intrygujący prezent pod choinkę przygotowali kopenhascy koledzy ludolodzy wypuszczając przed świętami najnowszy, długo (rok) oczekiwany numer internetowego magazynu Game Studies . To najbardziej bogate wydanie Game Studies jakie kiedykolwiek się ukazało. W nim między innymi: dużo o Sims 2, artykuł o grach na telefony komórkowe, ludologiczne studium „papierowych” gier RPG, o grach japońskich w kontekście azjatyckim, o edukacyjnych i ekonomicznych aspektach gier.Sam oczywiście dopiero, co odkryłem tę nowość (odwiedzam Game Studies około raz na tydzień, buszując po archiwach). Swoją lekturę rozpocznę od artykułu Mia Consalvo i Nathana Duttona o metodologicznym narzędziach niezbędnych przy badaniu gier. Na drugi ogień pójdzie Nick Montfort i jego krytyczna analiza „Combat” na Atari z 1977 roku (screeenshot po lewej stronie).

Jesper Jull – redaktor wydania, zapowiada, że Game Studies ukazywac się będą odtąd co pół roku.

Kolekcja Literatury Elektronicznej

Na stronach organizacji eliterature dostępna jest już sieciowa wersja pierwszej części publikacji Electronic Literature Collection – zbiór blisko stu opowiadań, wierszy, komiksów, i literackich programów komputerowych podzielonych na kilkadziesiąt kategorii. (Oto niektóre z kategorii: 3d, Time-Based, Java, Music, Storyspace, Non-Interactive, Hactivist, Generative, Flash, Codework, Conceptual, Chatterbot, Ambient).

Znalazły się tu zarówno klasyczne przykłady literackiego hipertekstu jak i zwariowane, dynamiczne teksty generatywne. Wszystkie te utworyt mają jedną wspolną cechę: są przejawami literatury elektronicznej i nie mogłyby istnieć bez elektronicznych mediów, w których środowisku powstały i są odbierane.

Facade – pierwsze podejście

Po upiornym wysiadywaniu w kawiarniach, w parkach i ogrÛdkach, z moim laptopem i jego niewidoczna antenka, ktÛra sciagala z otoczenia sygnaly bezprzewodowego internetu, ciesze sie w koncu komfortem stalego lacza w domu i latwoscia sciagania duzych plikÛw. A skoro instalator Facade schudl do 167 mega wczoraj uruchomilem w koncu ten interaktywny dramat, dzielo wyczekiwane i opisywane przez kilka lat w artykulach (ksiazka First Person) i na blogach (GrandTextAuto).Pierwsze wrazenia: bardzo dobry wstep, ciemno czerwone zaslony, jak z Lyncha, potem – czarny ekran i rozmowa telefoniczna Trip (meska postac) z uzytkownikiem, który wciela sie w postac znajomego chcacego dzis wieczorem odwiedzic oboje znajomych w ich domu. Trip reaguje na propozycje z pewnym zmieszaniem, ukryta niechecia, ostatecznie jednak stwierdza, ze to super pomysl). W instrukcji, do której mozna wejsc po tym zwiastunie mowa o tym, ze to od nas zalezy jak potocza sie losy tej nieco zagubionej we wlasnych relacjach, bliskiej rozwodu, pary. Mozemy uratowac ten zwiazek, mozemy tez rozbic go na dobre. Grace to atrakcyjna kobieta, a Trip to przystojny mezczyzna.

Rozpoczyna sie pierwsza scena – stoje przed drzwiami w korytarzu. Orientuje sie, ze moge zapukac do drzwi. Pukam. Nic. Pukam dalej i dalej. Nic. Obracam sie, ide w strone windy, naciskam przycisk. Gra skonczona. Pojawia sie log – tekstowy zapis przebiegu sceny: „Mark (takie jest moje imie) podchodzi do drzwi”. „Mark puka, Mark puka”, i tak z 20 razy. „Mark wychodzi z gry”.

Cos zatem przebieglo nie tak. Drugie podejscie. Pukam trzy razy po trzy razy i czekam, zblizajac sie bardzo blisko drzwi, tak, ze – i tu byc moze tkwil sekret – slysze ich rozmowe w salonie. KlÛca sie, i slysza pukanie. „Czy to naprawde juz on, mial byc za godzine” – denerwuje sie Grace. „Tak, tak to on, mÛwilem ci” – mowi Trip i otwiera nam drzwi. Jedyne co przez 20 minut udalo sie po tym zrobic, to wyciagniecie z Tripa jednego, powitalnego zdania, z czym tez nie bylo latwo bo musialem kilka razy wpisywac tekst swoich rÛznych powitan, by do mnie przmÛil. A potem juz tam stal przy tych drzwiach bez konca, moglem sam wejsc do pokoju, ogladac meble, obrazy, a on nic. Stal tam, przy nie zamknietych drzwiach, i patrzyl sie na mnie. Grace byla w Kuchni i tez nie chiala podjac rozmowy.

Takie bylo moje pierwsze spotkanie z bohaterami Facade. Ciag dalszy nastapi. Polecam instalacje, plik mozna pobrac przez dowolnego klienta bittorent.